Serce samo się raduję,gdy widzę jego stojącego przed moimi drzwiami.Nie kłócimy się,co samo w sobie jest ogromnym sukcesem.Ludzie mawiają,że przeciwieństwa się przeciągają,ja zawsze uważałam to za przesąd,może jednak coś w tym jest?..
Nawet karierę,która była dla niego taka ważna odstawił na dalszy plan.Nie to,że nie jest już sławny-jest.Unika tylko wywiadów i tych rzeczy,żeby jak najwięcej czasu spędzić ze mną,a raczej z nami.Czasami się zastawiam czy jestem warta jego uczuć i starań.Przecież uciekłam od niego,nie odbierałam telefonów,nie odpisywałam na wiadomości,a on nadal mnie kocha? nie,ja nie jestem tego warta.Nie jestem ani szczególnie piękna,ani wyjątkowa,więc dlaczego taki cudowny chłopak jak on zwrócił na mnie uwagę? mówi się,że miłość nie zna granic,a ja dopiero teraz zaczynam w to wierzyć.Miłość,to takie podniosłe słowo..
-Hej kochanie-w drzwiach stał on z bukietem świeżych tulipanów.Były piękne,bo czerwone-moje ulubione.Wzięłam je z rąk mojego chłopaka.Poszłam odstawić je do wody,tak pięknie pachniały.Skąd wiedział,że kocham tulipany? Gdy miałam już wychodzić z kuchni,poczułam jak Harry delikatnie kładzie swoje duże dłonie na mojej talii.Później pokierował swoje dłonie nieco dalej,zatrzymał się na zaokrąglonym brzuszku.Byłam już w 4 miesiącu ciąży.Udawałam,że go ignoruję,żeby w końcu się wkurzył i sam przeją inicjatywe.Zawsze lubiłam się z nim drażnić i on dobrze o tym wiedział,czasami go to denerwowało.Powoli skierowałam swój wzrok do niego.-Jesteś podła-uśmiechną się łobuzersko.Przybliżyłam się do niego,spojrzałam w głębie jego zielonych tęczówek,znowu zawitała
w nich nadzieja i szczęście.Przybliżyłam swoje usta do niego,dzieliło nas tylko tylko kilka centymentrów.Dało się wyczyć jego męskie perfumy.Były mocne,ale dało się wytrzymać.Nie chciałam go całować.Chciałam się z nim droczyć.
-Ale za to mnie kochasz,prawda?-spytałam patrząc mu w oczy.Ten nic nie opowiedział.Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej.Po coś ty się tak wyperfumował?! mimo duszącego zapachu dałam się ponieść romantycznej chwili,jak zawsze.Zbyt mocno go kochałam by zaprotestować.Bez niego nie byłabym teraz tu,on był moim bohaterem.Podnosił mnie gdy upadałam,ocierał łzy gdy byłam załamana,walczył gdy ja chciałam się poddać.Był prawdziwym przyjacielem i jednocześnie kimś więcej.Jestem wdzięczna losowi,chociaż że gdy dowiedziałam się,że zostanę mamą nie byłam szczęśliwa,a teraz szczerze pokochałam tego małego potworka,który we mnie siedzi! Nie mogę się doczekać kiedy będziemy wszyscy razem,we trójkę.Zawsze o tym marzyłam,marzyłam o normalnym domu.Odkąd pamiętam chciałam poczuć rodzinne ciepło,ale nigdy tego nie doznałam.Dobra,Charlotte teraz nie możesz żyć przeszłością!'
Myślami wróciłam do mojego chłopaka.Przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-Znowu się zamyśliłaś..-rzekł.Ostatnio często mi się to zdarzało.Ale co się dziwić? niedługo na świat przyjdzie moje dziecko.
-Tak dużo się ostatnio wydarzyło-powiedziałam cicho.Wyminęłam go i spokojnie usiadłam na jednym z krzeseł jadalni.Przez chwilę stał w tym samym miejscu.Po upływie czasu zauważyłam,że jego mięśnie naprężają się,dłonie formują się w pięść.Miał zamiar coś powiedzieć,ale w ostatnim momencie zrezygnował.Mięśnie wrócił do normalnych rozmiarów,dłonie tak samo.Znowu ma przede mną jakieś sekrety? O co do cholery chodzi?
Nie lubię tajemnic,ale nie mam zamiaru go wypytywać,nie jestem takim typem dziewczyny.Przecież nie będę mu przesłuchania urządzać-będzie chciał to sam powie.Nim zdążyłam się ocknąć,Harry był już przy mnie.Jego duża dłoń powędrowała na moje plecy.Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.To on tak na mnie działał.Wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi oczami,w które mogłam się wpatrywać godzinami .Był jedynymi z najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek widziałam.Były szczere.
-Damy radę.Zawsze dajemy.-zaśmiał się,ja to odwzajemniłam.Ma racje.Zawsze znajdowaliśmy wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji.Nie ważne jak daleko od siebie byliśmy,zawsze los nas do siebie przyciągał.Kilka lat wstecz nigdy bym nie sądziła,że będę z takim chłopakiem w takiej sytuacji.
Poczułam jak składa mi mokre pocałunki na szyi.Zaśmiałam się ironicznie.
-Zabawimy się?-poruszył zabawnie brwiami.Jego twarz przybliżała się do mojej.Czułam jego oddech na mojej twarzy.Był tak blisko mnie.Poczułam jego malinowe usta na moich.Wplątał swoje dłonie w moje włosy.Ja oplotłam swoje wokół jego szyi.Całował tak namiętnie,czułam,że mnie pragnie.Nasze języki stoczyły walkę.Ugh,kochałam to! Pragnęłam by ten moment trwał już wiecznie,żeby ten pocałunek nigdy się nie kończył.Ale nie miałam dzisiaj siły na"zabawę" w sypialni.Odepchnęłam go od siebie.Chłopak popatrzył na mnie pytająco.
-Nie dzisiaj-rzekłam i ruszyłam w stronę naszego pokój.Westchną jedynie zrezygnowany.Ja udając,że tego otworzyłam drzwi do mojego pokoju.Byłam wykończona,postanowiłam się przespać.Przebrałam się w wygodne,cieplutkie dresy i luźny t-shirt.Takie stroje lubiłam najbardziej.Wgramoliłam się pod koc.Głowę położyłam na poduszczę.Nawet się nie spostrzegłam kiedy dałam się ponieść snom.
*
Obudziły mnie krzyki dochodzące z salonu.Przetarłam oczy.Słyszałam krzyki,ale nie byłam w stanie zrozumieć słowa.Norma dla mnie po przebudzeniu.
-Dostajesz paranoi Malik! - krzyczał Harry.Czekaj CO?! Malik tu jest? znowu przyszedł się w coś wpieprzyć?
Gwałtownie zerwałam się z łóżka.Nie chciałam żeby mnie zauważyli.Może nie powinnam tego robić,ale postanowiłam podsłuchać ich kłótnię.Schowałam się za ścianą schodów,lekko wychylając głowę.
-Zniszczyłeś mój związek,teraz ja zniszczę twój-sykną Malik.O co chodzi? Mój chłopak zrujnował mu związek z Alice?
- O czym ty mówisz stary?-zadał pytanie Harry.Zayn zaśmiał się perfidnie.Z daleka czułam,że nie ma dobrych zamiarów.Bałam się,bałam się go.Tego co może mi zrobić.Jego stać na wszystko,jest nieobliczalny.Poczułam jak moje serce z sekundy na sekundę zaczyna bić coraz szybciej,ręce zaczynały się pocić,a twarz wyraźnie zbladła.
-Wiem,że doskonale pamiętasz.Pewnie myślałeś,że nigdy się nie dowiem.Ale ja wiem,miałeś romans z Alice,a ja nakryłem was.Po jej śmierci nie raczyłeś nawet przyjść na jej pogrzeb ty przebrzydły gnoju!-ostatnie słowa wykrzyczał.Chwycił to co miał pod ręką,akurat była to szklanka.Zakryłam dłonią usta,by nie krzyczeć.Uderzył nią w ścianę.Po domu rozległ się huk,a szklanka rozleciała się na miliony malutkich kawałeczków.Chwilę później usłyszałam kolejne uderzenie o podłogę.To Zayn upadł na podłogę po tym jak Harry uderzył go w brzuch.Zwijał się z bólu.Po chwili chłopak podszedł do niego,zaczął go kopać.Z jego nosa wytrysnęła krew.Nie,wcale nie było mi go szkoda.Chciał mnie uwieść tylko dlatego żeby zemścić się
na Harry'm.To żałosne,on cały był żałosny.Na jego widok chciało mi się...śmiać.Upadł tak nisko,że można było mu już jedynie współczuć
Sytuacja momentalnie zmieniła się.Zayn ostatkiem sił wstał,zwalił chłopaka z nóg.To co ujrzałam sparaliżowało mnie.Z kieszeni spodni Harry'ego wypadło malutkie czerwone pudełeczko w kształcie serca.Pod wpływem uderzenia o podłogę rozleciało się na 2 części,a moim oczom ukazał się śliczny diamentowy pierścionek....zaręczynowy?
_________________________________________________________________________________Hej!:) i oto mamy rozdział 18.Przepraszam,że musieliście tyle czekać,ale totalnie nie miałam weny.Rozdział ogólnie mi się nie podoba.A wy co sądzicie?