Nim się obejrzałam,samochód zatrzymał się z piskiem opon. Zayn nadal siedział w samochodzie,nie wykonywał żadnych ruchów.Jedyne co robił,to wpatrywał się w wybrany przez siebie punkt.Mając nadzieję,że uda mi się uwolnić,odpięłam pasy jak tylko najdelikatniej mogłam.Ku mojemu zdziwieniu,chłopak nie zauważył tego.Chwyciłam lekko klamkę od drzwi samochodu,wtedy poczułam jego na moim udzie.Serce podeszło mi do gardła,zdenerwowałam go.Niepewnie odwróciłam wzrok w jego stronę.Jego oczy zadawały miliony pytań naraz.Przeraziło mnie to,zaczęłam pośpiesznie szukać przedmiotu,którym mogłabym się zainteresować,tym samym odwracając uwagę chłopaka od mojej osoby.Serce biło mi jak szalone,nie potrafiłam zapanować nad emocjami,które we mnie siedziały.Najchętniej uciekłabym stąd,daleko.To było w tamtej sytuacji moim jedynym pragnieniem.
Nerwowo szukając dość interesującego przedmiotu natknęłam się na pewne zdjęcie.Był na mim Zayn wraz z piękną brązowowłosą dziewczyną.Oplatał ją swoim umięśnionym ramieniem,chcąc aby dziewczyna czuła się przy nim bezpieczna.Nie zastanawiając się długo zadałam pytanie,które siedziało mi w głowie,tym samym nie dając spokoju.
-To twoja dziewczyna?-spytałam,kierując wzrok w jego stronę.Obawiałam się reakcji,ze względu na wybuchowy charakter chłopaka.Przyglądałam się uważnie jego twarzy.Pojawił się na niej grymas,jednak on nadal wpatrywał się w to samo,wybrane przez siebie miejsce.
-Była.-szepną pod nosem.
-C...coś się stało?-nerwowo zadałam kolejne pytanie.Chłopak zmienił punkt swojego zainteresowania,spuścił głowę w dół.Przymkną delikatnie oczy,tak jakby miał się zaraz rozpłakać.
-Wracaliśmy z imprezy,ja prowadziłem po pijanemu.Nie zapanowałem nad kierownicą.Uderzyliśmy w drzewo.Alice zginęła na miejscu.-mówił,cały czas spoglądając mi w oczy.Nie byłam w stanie wypowiedzieć ani słowa.Jedyne co zrobiłam,to westchnęłam głośno.Zayn,człowiek który z pozoru wydaję się być bezuczuciowym facetem skrywa w sobie tak wiele.Położyłam moją małą dłoń na jego umięśnionym ramieniu.
-Przepraszam,ja..ja nie miałam pojęcia.-wyjąkałam.
-Jesteś do niej bardzo podobna.- uniosłam brwi ku górze,ze zdziwienia.Spojrzałam jeszcze raz na fotografię.Rzeczywiście-dziewczyna była do mnie podobna,jednak dało się dostrzec pomiędzy nami różnicę.
-To dlatego cię nękałem,przypominasz mi Alice.Kiedy jesteś przy mnie,czuję że ona też jest.-rzekł.Rozchyliłam minimalnie usta.Jego wypowiedz wyjaśniała jego zachowanie.Co nie oznaczało też,że wybaczę mu od tak.
-Przepraszam,nie chciałem tego.Jednak pokusa była silniejsza ode mnie.-mimo,że to zdanie nie było w 100% jasne,ja rozumiałam o co mu chodzi.
-Widzisz to drzewo?-wskazał na stare,pobliskie drzewo.Gestem dałam mu do zrozumienia,że widzę.Chłopak wyszedł z samochodu,chwilę później otworzył mi drzwi oraz pozwolił wyjść na zewnątrz.Podążałam za nim,czekając aż się zatrzyma.Dostrzegłam,że Zayn co chwilę ogląda się za siebie,chcąc sprawdzić czy aby mu nie uciekłam.Nie zamierzałam.Była to dla niego ważna chwila,nie chciałam jej psuć.Nadal czułam pewny dystans do niego,lecz nie obawiałam się go już tak bardzo jak wcześniej.Z oddali dostrzegłam zapalone czerwone znicze,ogromny bukiet jasnoróżowych róż.Wyglądało na to,że przychodził tu codziennie,ponieważ bukiet był świeży,kupiony napewno dziś.
Chwilę później byliśmy już pod dość dużym bukiem.Uważnie przyglądałam się twarzy Zayna,nie wyrażała szczególnych emocji.
-Przychodzisz tu co dzień,prawda?-spytałam cichutko.Tak,aby jedynie on mógł usłyszeć moje pytanie.Odpowiedział mi potwierdzającym gestem.Po raz kolejny przyłożyłam rękę do jego ramienia.Nie był taki zły,jak mi się do tej pory wydawało.Skrywał swoje prawdziwe obliczę pod maską wrogości.Domyślić się można było,że Alice uwielbiała jasnoróżowe róże,inaczej chłopak nie przynosiłby ich tutaj codziennie.
_________________________________________________________________________________
Hej!:D
Przepraszam was kochani,że tak długo nic nie pisałam.Wiem,że to nie wytłumaczenie,ale po raz kolejny popsuł mi się komputer i musiałam dać go do naprawy.Mam jednak nadzieję,że rozdział wam się spodoba oraz że zobaczę pod tym postem kilka komentarzy:)
czwartek, 30 maja 2013
poniedziałek, 20 maja 2013
Rozdział 11
Po upływie zaledwie kilku sekund Zayn przywarł swoim ciałem do mojego.Czułam jego ciepły oddech na mojej szyi.Byłam bezbronna,nic nie mogłam zrobić.On miał nade mną kontrolę,był silniejszy.Włosy ułożone w artystyczny nieład opadły na jego czoło,chłopak złapał mnie z rękę.Przyczyniło się to do tego,że moje ciało obleciał nieprzyjemny dreszcz.Zamaszystym ruchem odtrąciłam jego rękę.Zauważyłam jak na znak tego marszy brwi,był ściekły.
Próbowałam wyrwać się z jego uścisku,odepchnęłam jego ciało od mojego jak najmocniej potrafiłam.Jednak siła chłopaka okazała się górować.Zdjął swoją skórzaną kurtkę i rzucił na podłogę.Ponieważ miała ona ćwieki,gdy spotkała się z podłogą po pomieszczeniu rozszedł się delikatny hałas.
-Zayn proszę..zostaw mnie.-szepnęłam.Czułam,że nic to nie dało.Chłopak nawet nie zareagował.Moje nogi były jak z waty,ze strachu,który ogarną moje ciało nie mogłam zrobić kroku.Potrzebowałam pomocy Harry'ego.
Poczułam silne ściśnięcie dłoni Zayna na mojej szyi.Byłam tak cholernie zła na siebie,pozwoliłam mu,aby miał przewagę.Pozwoliłam mu się kontrolować,on był w stanie zrobić wszystko.Dosłownie wszystko...
Przekonałam się o tym bardzo dobrze.
Chłopak opchnął mnie na drzwi wejściowe,otworzył je.Złapał mnie z dłoń,wiedział co ma robić.Z moich oczy wypłynęły pojedyncze łzy.Myśl,że mogę już nigdy więcej nie ujrzeć uśmiechniętej twarzy mojego chłopaka przeraziła mnie.Zayn zauważył to,lecz nie zareagował.Pokierował mnie do samochodu.Nie potrafiłam się mu postawić,bałam się.Nie chciałam mieć kolejnego pokazu jego siły.
-Wypuść mnie!Inaczej zadzwonię na policję!-krzyknęłam,mając nadzieję,że jakakolwiek żywa dusza usłyszy moje błaganie o pomoc.Niestety,drzwi były zamknięte,szyby również.Nie było żadnej ucieczki.Wszystko wydawało się nie mieć sensu.Moje nogi same się trzęsły ze strachu.Serce biło mi jak szalone.Dopiero wtedy dotarło do mnie,że Zayn jest szaleńcem,który aby dojść do swojego celu jest w stanie zrobić wszystko.
Uderzyłam rękoma w szybę,nie dało to jednak żadnego efektu.Wywołało to jedynie szyderczy śmiech chłopaka.
-Nic ci to nie da kochanie.-rzekł.Był okropnie pewny siebie,oraz swojej siły.Patrzyłam na niego chwilę,lecz spuściłam wzrok nie chcą go jeszcze bardziej prowokować.W myślach błagałam Boga,aby Harry wrócił wcześniej z pracy i wyrwał mnie z jego rąk.Nim się obejrzałam samochód ruszył z piskiem opon.Prędkość,z którą jechał była przerażająca.
Z moich oczu nadal nie przestawały lecieć łzy.Dlaczego to robi?Chce się zemścić?
Może nie potrafił pogodzić się z tym,że moim wybrankiem jest Harry a nie on.W magazynach uważany jest za idealnego chłopaka.A tutaj?! jest prawdziwym przestępcą.Moje losy były jedynie w jego rękach..
*
Wracałem właśnie z pracy.Zmęczony,po spotkaniach z fanami oraz udzielaniu wywiadów.Miałem ochotę przytulić się do mojej ukochanej dziewczyny.Z natury jestem uparty,lecz zależy mi na Charlotte i nie darowałbym sobie gdybym ją teraz stracił.Po 2 latach znowu los nas połączył.Było to dla mnie niesamowite,wręcz magiczne.
Wysiadłem z samochodu lekko trzaskając drzwiami.Ku mojemu zdziwieniu drzwi wejściowe były otwarte.W pomieszczeniu ujrzałem jedynie kurtkę Zayna.Oznaczało to jedynie kłopoty...
_________________________________________________________________________________
Próbowałam wyrwać się z jego uścisku,odepchnęłam jego ciało od mojego jak najmocniej potrafiłam.Jednak siła chłopaka okazała się górować.Zdjął swoją skórzaną kurtkę i rzucił na podłogę.Ponieważ miała ona ćwieki,gdy spotkała się z podłogą po pomieszczeniu rozszedł się delikatny hałas.
-Zayn proszę..zostaw mnie.-szepnęłam.Czułam,że nic to nie dało.Chłopak nawet nie zareagował.Moje nogi były jak z waty,ze strachu,który ogarną moje ciało nie mogłam zrobić kroku.Potrzebowałam pomocy Harry'ego.
Poczułam silne ściśnięcie dłoni Zayna na mojej szyi.Byłam tak cholernie zła na siebie,pozwoliłam mu,aby miał przewagę.Pozwoliłam mu się kontrolować,on był w stanie zrobić wszystko.Dosłownie wszystko...
Przekonałam się o tym bardzo dobrze.
Chłopak opchnął mnie na drzwi wejściowe,otworzył je.Złapał mnie z dłoń,wiedział co ma robić.Z moich oczy wypłynęły pojedyncze łzy.Myśl,że mogę już nigdy więcej nie ujrzeć uśmiechniętej twarzy mojego chłopaka przeraziła mnie.Zayn zauważył to,lecz nie zareagował.Pokierował mnie do samochodu.Nie potrafiłam się mu postawić,bałam się.Nie chciałam mieć kolejnego pokazu jego siły.
-Wypuść mnie!Inaczej zadzwonię na policję!-krzyknęłam,mając nadzieję,że jakakolwiek żywa dusza usłyszy moje błaganie o pomoc.Niestety,drzwi były zamknięte,szyby również.Nie było żadnej ucieczki.Wszystko wydawało się nie mieć sensu.Moje nogi same się trzęsły ze strachu.Serce biło mi jak szalone.Dopiero wtedy dotarło do mnie,że Zayn jest szaleńcem,który aby dojść do swojego celu jest w stanie zrobić wszystko.
Uderzyłam rękoma w szybę,nie dało to jednak żadnego efektu.Wywołało to jedynie szyderczy śmiech chłopaka.
-Nic ci to nie da kochanie.-rzekł.Był okropnie pewny siebie,oraz swojej siły.Patrzyłam na niego chwilę,lecz spuściłam wzrok nie chcą go jeszcze bardziej prowokować.W myślach błagałam Boga,aby Harry wrócił wcześniej z pracy i wyrwał mnie z jego rąk.Nim się obejrzałam samochód ruszył z piskiem opon.Prędkość,z którą jechał była przerażająca.
Z moich oczu nadal nie przestawały lecieć łzy.Dlaczego to robi?Chce się zemścić?
Może nie potrafił pogodzić się z tym,że moim wybrankiem jest Harry a nie on.W magazynach uważany jest za idealnego chłopaka.A tutaj?! jest prawdziwym przestępcą.Moje losy były jedynie w jego rękach..
*
Wracałem właśnie z pracy.Zmęczony,po spotkaniach z fanami oraz udzielaniu wywiadów.Miałem ochotę przytulić się do mojej ukochanej dziewczyny.Z natury jestem uparty,lecz zależy mi na Charlotte i nie darowałbym sobie gdybym ją teraz stracił.Po 2 latach znowu los nas połączył.Było to dla mnie niesamowite,wręcz magiczne.
Wysiadłem z samochodu lekko trzaskając drzwiami.Ku mojemu zdziwieniu drzwi wejściowe były otwarte.W pomieszczeniu ujrzałem jedynie kurtkę Zayna.Oznaczało to jedynie kłopoty...
_________________________________________________________________________________
piątek, 17 maja 2013
Rozdział 10
-Harry,zostaw go.Nie warto!-krzyczałam w stronę chłopaka.Po kilku nie udanych próbach porozumienia się z nim,chwyciłam jego nadgarstek jak najmocniej.Patrzył na mnie,widać było zdenerwowanie na jego twarzy.Nie spodziewałam się tego po nim,zawsze jakże spokojny i opanowany Harry a tu proszę.
Odwróciłam wzrok w kierunku Zayna,leżał oparty o drzewo.Jego twarz była zakrwawiona od ciosów,które zadał mu Harry.Uśmiechnęłam się lekko pod nosem,nie współczułam mu w żaden sposób.
-Wracajmy do domu.-powiedziałam.Ruszyłam w stronę wyjścia,Harry podążał za mną.
Przez całą drogę powrotną żadne z nas nie odezwało się do siebie ani słowem.Nic,kompletna cisza.Nie miałam w plamach zaczynać rozmowy z nim.Byłam zła na niego za to jak się zachował.Przecież mógł go poważnie pobić!Za co raczej siedziałby w wiezieniu.
Poczułam jego dłoń na moim ramieniu,odtrąciłam ją szybko.Jak już mówiłam,nie miałam ochoty na rozmowę z nim.
-Kochanie poczekaj..-rzekł zatrzymując się w miejscu.Jego piękne,zielone oczy patrzyły na mnie.Twarz była lekko zakrwawiona,była to-jak przypuszczałam krew Zayna.
-Chciałem cię chronić.-powiedział.
-Chronić?Harry,ty mogłeś go zabić!-krzyknęłam.Ponieważ byliśmy na dworze,mój krzyk przyciągnął uwagę przechodni.Nie miało to dla mnie jednak większego znaczenia,ludzie zupełnie mnie nie znający mogli myśleć o mnie co tylko chcieli.
-Zrobiłem to wszystko dla ciebie,rozumiesz?!Wszystko dla ciebie robię,wszystko!-krzyczał potrząsając moim ciałem.Po chwili opanował się i odszedł sam do domu.Stałam na środku chodnika zupełnie sama.
-Harry poczekaj..-chciałam iść za nim,jednak coś w środku zabraniało mi.Wiem,że on chciał dobrze dla mnie,ale robiąc to raczej nie myślał racjonalnie.Zupełnie nie myślał o sobie.Harry odkąd pamiętam był uparty,więc na przeprosiny z jego strony nie mogę raczej liczyć.
Nie rozmyślając dłużej podążyłam w stronę naszego domu.Otworzyłam niepewnie drzwi,w domu panowała zupełna cisza.Powiesiłam mój płaszcz na wieszaku,zdjęłam buty,odstawiłam je na miejsce.Weszłam wgłąb mieszkania,powędrowałam schodami na górę.Niepewnie przybliżałam się do pokoju,w którym znajdował się mój chłopak.Wychyliłam głowę,aby ujrzeć jego postać.Był odwrócony do mnie plecami.Loczki całkowicie zasłaniały jego czoło,głowę miał spuszczoną.Mim tego,że byliśmy dość daleko od siebie dało się wyczuć jego zdenerwowanie.Jego umięśnione ramiona spuszczone były w dół,wyrażając bym zdenerwowanie i bezsilność.Wiem,że on chciał dobrze,jednak ja uważam,że przemoc nie jest rozwiązaniem problemu.Pokręcił głową w prawą oraz lewą stronę.Odwróciłam się szybko w stronę ściany korytarza,tak aby nie mógł mnie zauważyć.Zdenerwowana podążyłam w stronę mojego pokoju.
*Następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słońca,które przedzierały się do mojego pokoju.Zwlekłam się z łóżka,aby zasłonić zasłony w moim pokoju.Nie miałam ochoty dalej spać,dlatego postanowiłam pójść pod prysznic i odświeżyć się nieco.Pokierowałam się do łazienki,zdjęłam z siebie wszystkie ubrania.Napuściłam nieco wody,aby gdy wejdę pod prysznic była już ciepła.Nałożyłam balsam na moje ręce,aby za chwilę rozsmarować go po moim ciele.
Po dokładnym odświeżeniu się,owinęłam się ręcznikiem.Osuszyłam się,ubrałam na siebie moją bieliznę,po czym nałożyłam ubrania.Podeszłam do lustra,obmyłam twarz zimną wodą,aby rozbudzić się.Nałożyłam pastę na szczoteczkę,zaczęłam szczotkować zęby.
Gdy wykonałam wszystkie wymagane czynności,zeszłam na dół.Jak zawsze.Chciałam pogodzić się z Harry'm.Brakowało mi jego pocałunków,uścisków,spojrzeć,kojących słów.Nie rozmawialiśmy ze sobą od wczoraj,a ja już czułam tęsknotę za nim.Może nie powinnam była się unosić?przecież on chciał dobrze.Wczoraj nerwy wzięły górę nade mną,byłam tak zdenerwowana,że nie usiłowałam nad sobą zapanować.Zresztą on też nie był święty,wina leżała po obu strona,mojej i jego.Miałam nadzieję,że dzisiaj jeszcze zdołam się z nim porozumieć.Nigdy nie lubiłam się kłócić,jednak kiedy ktoś podnosił na mnie głos,mówiłam co myślę na ten temat.Jeśli można tak powiedzieć,to byłam osobą,która miała własne zdanie i nie podporzątkiwała się pod opinię innych.
Zeszła na dół,ujrzałam to co ostatnio.Karteczkę oraz śniadanie na stole.Pierwsze co zrobiłam,to chwyciłam karteczkę do ręki i zaczęłam czytać.
"Pojechałem do pracy,powinienem wrócić około 12"
Sposób w jaki napisał mi tę wiadomość był oschły.Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.Przypomniały mi się najgorsze chwile mojego dzieciństwa.Pamiętam,że kiedy byłam nowa w sierocińcu moi rodzice wysyłali mi takie listy,pisali w nim,że nie żałują że im mnie zabrali,że mnie nie potrzebowali.Tę wiadomości pisał mi tata,od mamy nigdy nie dostałam żadnej wiadomości,do dziś nie wiem czy żyję,jak się czuję.Nawet nie znam dokładnej przyczyny,przez którą trafiłam do sierocińca.
Usłyszałam pukanie do drzwi,ruszyłam w ich kierunku.Przekręciłam zamek,moim oczom ukazał się Zayn.
-Cześć Charlotte,mogę wejść?-rzekł,jak zawsze poważnym tonem.Ogarną mnie lęk,nie miałam przy sobie nikogo,kto mógłby mnie przed nim uchronić.Nikogo tu nie znałam,byłam sama.W tym momencie potrzebowałam Harry'ego,w myślach modliłam się,aby przyjechał wcześniej z pracy.
-Nie,nie możesz wejść.Najlepiej byłoby,abyś sobie poszedł.-opowiedziałam równie poważnie co on.Chłopak nie dał za wygraną,wtargnął do domu bez mojego pozwolenia.Przeraziło mnie to.Dobrze wiedziałam,że jest o wiele silniejszy niż ja.Dzięki temu miał nade mną ogromną przewagę.
-oo widzę,że twojego wybawcy nie ma w domu.Właściwie to nawet i lepiej,bo chciałem porozmawiać z tobą.-na te słowa wypowiedziane z jego ust,serce podeszło mi pod gardło.Przybliżał się do mnie,był coraz bliżej,zrobiłam krok do tyłu.Zauważył to,przyśpieszył kroku.Ja poszłam w jego ślady,moje kroki stawały się szybsze.
Poczułam twardy materiał na moich plecach,to była ściana.Teraz nie miałam już gdzie uciekać,musiałam jedynie czekać.Zayn zbliżał się do mnie z triumfalnym uśmiechem na twarzy,wiedział,że zwyciężył...
_________________________________________________________________________________Hej!:)
Mam nadzieję,że rozdział wam się spodoba.Niedługo napiszę dalszą część,proszę komentujcie:)
Odwróciłam wzrok w kierunku Zayna,leżał oparty o drzewo.Jego twarz była zakrwawiona od ciosów,które zadał mu Harry.Uśmiechnęłam się lekko pod nosem,nie współczułam mu w żaden sposób.
-Wracajmy do domu.-powiedziałam.Ruszyłam w stronę wyjścia,Harry podążał za mną.
Przez całą drogę powrotną żadne z nas nie odezwało się do siebie ani słowem.Nic,kompletna cisza.Nie miałam w plamach zaczynać rozmowy z nim.Byłam zła na niego za to jak się zachował.Przecież mógł go poważnie pobić!Za co raczej siedziałby w wiezieniu.
Poczułam jego dłoń na moim ramieniu,odtrąciłam ją szybko.Jak już mówiłam,nie miałam ochoty na rozmowę z nim.
-Kochanie poczekaj..-rzekł zatrzymując się w miejscu.Jego piękne,zielone oczy patrzyły na mnie.Twarz była lekko zakrwawiona,była to-jak przypuszczałam krew Zayna.
-Chciałem cię chronić.-powiedział.
-Chronić?Harry,ty mogłeś go zabić!-krzyknęłam.Ponieważ byliśmy na dworze,mój krzyk przyciągnął uwagę przechodni.Nie miało to dla mnie jednak większego znaczenia,ludzie zupełnie mnie nie znający mogli myśleć o mnie co tylko chcieli.
-Zrobiłem to wszystko dla ciebie,rozumiesz?!Wszystko dla ciebie robię,wszystko!-krzyczał potrząsając moim ciałem.Po chwili opanował się i odszedł sam do domu.Stałam na środku chodnika zupełnie sama.
-Harry poczekaj..-chciałam iść za nim,jednak coś w środku zabraniało mi.Wiem,że on chciał dobrze dla mnie,ale robiąc to raczej nie myślał racjonalnie.Zupełnie nie myślał o sobie.Harry odkąd pamiętam był uparty,więc na przeprosiny z jego strony nie mogę raczej liczyć.
Nie rozmyślając dłużej podążyłam w stronę naszego domu.Otworzyłam niepewnie drzwi,w domu panowała zupełna cisza.Powiesiłam mój płaszcz na wieszaku,zdjęłam buty,odstawiłam je na miejsce.Weszłam wgłąb mieszkania,powędrowałam schodami na górę.Niepewnie przybliżałam się do pokoju,w którym znajdował się mój chłopak.Wychyliłam głowę,aby ujrzeć jego postać.Był odwrócony do mnie plecami.Loczki całkowicie zasłaniały jego czoło,głowę miał spuszczoną.Mim tego,że byliśmy dość daleko od siebie dało się wyczuć jego zdenerwowanie.Jego umięśnione ramiona spuszczone były w dół,wyrażając bym zdenerwowanie i bezsilność.Wiem,że on chciał dobrze,jednak ja uważam,że przemoc nie jest rozwiązaniem problemu.Pokręcił głową w prawą oraz lewą stronę.Odwróciłam się szybko w stronę ściany korytarza,tak aby nie mógł mnie zauważyć.Zdenerwowana podążyłam w stronę mojego pokoju.
*Następnego dnia*
Obudziły mnie promienie słońca,które przedzierały się do mojego pokoju.Zwlekłam się z łóżka,aby zasłonić zasłony w moim pokoju.Nie miałam ochoty dalej spać,dlatego postanowiłam pójść pod prysznic i odświeżyć się nieco.Pokierowałam się do łazienki,zdjęłam z siebie wszystkie ubrania.Napuściłam nieco wody,aby gdy wejdę pod prysznic była już ciepła.Nałożyłam balsam na moje ręce,aby za chwilę rozsmarować go po moim ciele.
Po dokładnym odświeżeniu się,owinęłam się ręcznikiem.Osuszyłam się,ubrałam na siebie moją bieliznę,po czym nałożyłam ubrania.Podeszłam do lustra,obmyłam twarz zimną wodą,aby rozbudzić się.Nałożyłam pastę na szczoteczkę,zaczęłam szczotkować zęby.
Gdy wykonałam wszystkie wymagane czynności,zeszłam na dół.Jak zawsze.Chciałam pogodzić się z Harry'm.Brakowało mi jego pocałunków,uścisków,spojrzeć,kojących słów.Nie rozmawialiśmy ze sobą od wczoraj,a ja już czułam tęsknotę za nim.Może nie powinnam była się unosić?przecież on chciał dobrze.Wczoraj nerwy wzięły górę nade mną,byłam tak zdenerwowana,że nie usiłowałam nad sobą zapanować.Zresztą on też nie był święty,wina leżała po obu strona,mojej i jego.Miałam nadzieję,że dzisiaj jeszcze zdołam się z nim porozumieć.Nigdy nie lubiłam się kłócić,jednak kiedy ktoś podnosił na mnie głos,mówiłam co myślę na ten temat.Jeśli można tak powiedzieć,to byłam osobą,która miała własne zdanie i nie podporzątkiwała się pod opinię innych.
Zeszła na dół,ujrzałam to co ostatnio.Karteczkę oraz śniadanie na stole.Pierwsze co zrobiłam,to chwyciłam karteczkę do ręki i zaczęłam czytać.
"Pojechałem do pracy,powinienem wrócić około 12"
Sposób w jaki napisał mi tę wiadomość był oschły.Pojedyncza łza spłynęła po moim policzku.Przypomniały mi się najgorsze chwile mojego dzieciństwa.Pamiętam,że kiedy byłam nowa w sierocińcu moi rodzice wysyłali mi takie listy,pisali w nim,że nie żałują że im mnie zabrali,że mnie nie potrzebowali.Tę wiadomości pisał mi tata,od mamy nigdy nie dostałam żadnej wiadomości,do dziś nie wiem czy żyję,jak się czuję.Nawet nie znam dokładnej przyczyny,przez którą trafiłam do sierocińca.
Usłyszałam pukanie do drzwi,ruszyłam w ich kierunku.Przekręciłam zamek,moim oczom ukazał się Zayn.
-Cześć Charlotte,mogę wejść?-rzekł,jak zawsze poważnym tonem.Ogarną mnie lęk,nie miałam przy sobie nikogo,kto mógłby mnie przed nim uchronić.Nikogo tu nie znałam,byłam sama.W tym momencie potrzebowałam Harry'ego,w myślach modliłam się,aby przyjechał wcześniej z pracy.
-Nie,nie możesz wejść.Najlepiej byłoby,abyś sobie poszedł.-opowiedziałam równie poważnie co on.Chłopak nie dał za wygraną,wtargnął do domu bez mojego pozwolenia.Przeraziło mnie to.Dobrze wiedziałam,że jest o wiele silniejszy niż ja.Dzięki temu miał nade mną ogromną przewagę.
-oo widzę,że twojego wybawcy nie ma w domu.Właściwie to nawet i lepiej,bo chciałem porozmawiać z tobą.-na te słowa wypowiedziane z jego ust,serce podeszło mi pod gardło.Przybliżał się do mnie,był coraz bliżej,zrobiłam krok do tyłu.Zauważył to,przyśpieszył kroku.Ja poszłam w jego ślady,moje kroki stawały się szybsze.
Poczułam twardy materiał na moich plecach,to była ściana.Teraz nie miałam już gdzie uciekać,musiałam jedynie czekać.Zayn zbliżał się do mnie z triumfalnym uśmiechem na twarzy,wiedział,że zwyciężył...
_________________________________________________________________________________Hej!:)
Mam nadzieję,że rozdział wam się spodoba.Niedługo napiszę dalszą część,proszę komentujcie:)
sobota, 11 maja 2013
Zwiastun na bloga
Pojawił się zwiastun na mojego bloga.Muszę wam powiedzieć,że jest na serio świetny,Emma wykonała go świetnie<3
Tutaj macie link:http://www.youtube.com/watch?v=ZosK2nAujCk&feature=youtu.be
Został on wykonany na http://zwiastuny-na-bloga.blogspot.com/ :)
Wy również,jeżeli macie jakieś opowiadania możecie zamówić zwiastun:D
Tutaj macie link:http://www.youtube.com/watch?v=ZosK2nAujCk&feature=youtu.be
Został on wykonany na http://zwiastuny-na-bloga.blogspot.com/ :)
Wy również,jeżeli macie jakieś opowiadania możecie zamówić zwiastun:D
piątek, 10 maja 2013
Rozdział 9
-Kocham cię-powiedział.Jego umięśniona ręka oplatała moje ramiona.Jego wypowiedź,zaskoczyła mnie.Czułam,że uczucie,które towarzyszyło nam wcześniej zaczęło powracać.Znów czułam motylki w brzuchu,gdy wypowiadał te słowa.Czekał na moją reakcje,jego oczy lśniły w blasku dużego księżyca.W tamtym momencie odjęło mi mowę.
-Ja....ciebie też kocham.-wplotłam moje dłonie w jego włosy,pocałowałam go namiętnie.Wziął mnie na ręce,zaniósł mnie do łóżka.Nasze pocałunki z każdą chwilą stawały się coraz bardziej namiętne,pełne miłości.Jego oczy spoglądały na mnie pytająco,ja tylko kiwnęłam głową na znak tego,że zgadzam się.Całował moją szyję,ramiona.Po krótkiej chwili,jego usta powędrowały na mój dekolt.Zatrzymałam jego dłonie.
-Poczekaj..-powiedziałam ze zwycięskim uśmieszkiem na twarzy.Przybliżyłam się do niego,moje ręce szybko i gwałtownie zerwały z chłopaka koszulkę.Teraz mogłam bez problemu podziwiać jego umięśniony tors.Ponownie ułożyłam się na łóżku,pozwalając mu na dalsze poznawanie mojego ciała.Składał delikatne pocałunki na moim brzuchu,co przyprawiało mnie o dreszcze.Nasze ciała dzieliło dosłownie kilka centymetrów.
Harry zszedł do dolnej części mojego brzucha,zaczął rozpinać guzik od moich spodni.Widać było,że sprawiało mu to przyjemność.Przerwał nam telefon.
-Kurwa.-przeklną pod nosem.Był to,jak przypuszczałam jego menadżer.
-Teraz nie mogę.-sprzeciwił się wymaganiom mężczyzny.
-Nie,będę później.Dowidzenia.-rozłączył się,rzucił telefon na podłogę.Spojrzał w moje oczy,uśmiechając się,jednocześnie pokazując dołeczki,które uformowały się na jego twarzy.
-Dzisiaj jestem tylko twój.-rzekł,przytulając moje drobne ciało do swojego.Dawał mi tym poczucie bezpieczeństwa,które odczuwałam tylko u jego boku.Chyba nie chciał kontynuować tego,co zaczęliśmy.Ten telefon zdecydowanie zepsuł mu humor.
-Jesteś zły?-rzuciłam pytanie.Jednak nie otrzymałam na nie odpowiedzi,co było dla mnie potwierdzeniem.Z upływem kilku ostatnich dni,odnosiłam wrażenie,że sława przerasta mojego chłopaka.Chciałam mu jakkolwiek pomóc,jednak byłam bezradna.W końcu to nie ja byłam sławna,tylko on.Pomimo,że rozumiałam jak się czuję,nie umiałam mu pomóc.
-Harry?-spytałam ponownie.Po raz kolejny nie otrzymałam odpowiedzi.Przybliżyłam moją twarz do jego,składając delikatny pocałunek na jego ustach.
-Co ci powiedział menadżer?
-Mam się ponownie publicznie pokazać z Veronicą.Ty jesteś moją dziewczyną,nie ona.Nie chcę mieć z nią nic wspólnego.Nie pokaże się z nią.
-Musisz,przecież nie chcesz tracić kariery,tak?-spytałam
-Tak.-mrukną.
*następnego dnia*
Po przebudzeniu,wskoczyłam pod prysznic.Po skończonej czynności,szybko ubrałam na siebie czarne legginsy i czarny obszerny t-shirt z białymi nadrukami.Zeszłam pośpiesznie na dół,mając nadzieję,że zdążę pożegnać się jeszcze z Harry'm zanim pojedzie do pracy.Niestety myliłam się.Na stole leżała karteczka oraz śniadanie,które zrobił dla mnie.Na sam widok uśmiechnęłam się,wszystko zaczęło się powoli układać.Moje najskrytsze marzenia związane właśnie z Harry'm zaczynały się spełniać.Nie miało dla mnie znaczenia,to czy jest sławny.Dla mnie był tym samym wrażliwym chłopakiem,którego znałam jeszcze z domu dziecka.
Po zjedzeniu śniadania,chwyciłam karteczkę.
"Kochanie,przepraszam,że wyszedłem bez słowa.Mam do załatwienia sprawę na mieście,powinienem niebawem wrócić.Kocham cię."
Byłam przekonana,że pojechał to pracy.Zdziwiło mnie to lekko,jednak nie chciałam nad tym dłużej myśleć.Narzuciłam na siebie płaszcz,ubrałam buty.Postanowiłam się przejść na spacer,do pobliskiego parku.Przekroczyłam bramę wejściową.Rozglądałam się,podziwiając pięknie ośnieżone drzewa oraz krzewy.Szłam wgłąb parku.Z dala ujrzałam chłopaka zabójczo podobnego do Zayna,nie był on sam.Siłował się z chłopakiem,który zdecydowanie był od niego silniejszy.Podeszłam bliżej.
-Nie zbliżaj się więcej do Charlotte.Ona jest moja idioto!-krzyczał jeden z nich.Podbiegłam bliżej.Chłopakiem,który zadał ciosy chłopakowi był Harry.Natychmiast chciałam ich rozdzielić.
-Harry opanuj się!-krzyknęłam w jego kierunku.Odwrócił swoją głowę w moim kierunku,jednak nie na długo.Zaraz potem znów wrócił do zadawania ciosów Zaynowi. Nie spodziewałam się tego po nim.
-Odpierdol się od nas!Jeszcze raz się do niej zbliżysz,to nie ujdziesz z życiem!-krzyczał,uderzając go w twarz.
-Ooo widzę,że księżniczka się poskarżyła do swojego obrońcy..-powiedział pewny siebie.
_________________________________________________________________________________Bardzo was przepraszam,że nie dodawałam rozdziału już tydzień.Miałam zawalony cały tydzień:)Mam nadzieję,że rozdział się wam podoba,chociaż że jest krótki.Resztę postanowiłam napisać w następnym:D
Prooooszę komentujcie:-)
-Ja....ciebie też kocham.-wplotłam moje dłonie w jego włosy,pocałowałam go namiętnie.Wziął mnie na ręce,zaniósł mnie do łóżka.Nasze pocałunki z każdą chwilą stawały się coraz bardziej namiętne,pełne miłości.Jego oczy spoglądały na mnie pytająco,ja tylko kiwnęłam głową na znak tego,że zgadzam się.Całował moją szyję,ramiona.Po krótkiej chwili,jego usta powędrowały na mój dekolt.Zatrzymałam jego dłonie.
-Poczekaj..-powiedziałam ze zwycięskim uśmieszkiem na twarzy.Przybliżyłam się do niego,moje ręce szybko i gwałtownie zerwały z chłopaka koszulkę.Teraz mogłam bez problemu podziwiać jego umięśniony tors.Ponownie ułożyłam się na łóżku,pozwalając mu na dalsze poznawanie mojego ciała.Składał delikatne pocałunki na moim brzuchu,co przyprawiało mnie o dreszcze.Nasze ciała dzieliło dosłownie kilka centymetrów.
Harry zszedł do dolnej części mojego brzucha,zaczął rozpinać guzik od moich spodni.Widać było,że sprawiało mu to przyjemność.Przerwał nam telefon.
-Kurwa.-przeklną pod nosem.Był to,jak przypuszczałam jego menadżer.
-Teraz nie mogę.-sprzeciwił się wymaganiom mężczyzny.
-Nie,będę później.Dowidzenia.-rozłączył się,rzucił telefon na podłogę.Spojrzał w moje oczy,uśmiechając się,jednocześnie pokazując dołeczki,które uformowały się na jego twarzy.
-Dzisiaj jestem tylko twój.-rzekł,przytulając moje drobne ciało do swojego.Dawał mi tym poczucie bezpieczeństwa,które odczuwałam tylko u jego boku.Chyba nie chciał kontynuować tego,co zaczęliśmy.Ten telefon zdecydowanie zepsuł mu humor.
-Jesteś zły?-rzuciłam pytanie.Jednak nie otrzymałam na nie odpowiedzi,co było dla mnie potwierdzeniem.Z upływem kilku ostatnich dni,odnosiłam wrażenie,że sława przerasta mojego chłopaka.Chciałam mu jakkolwiek pomóc,jednak byłam bezradna.W końcu to nie ja byłam sławna,tylko on.Pomimo,że rozumiałam jak się czuję,nie umiałam mu pomóc.
-Harry?-spytałam ponownie.Po raz kolejny nie otrzymałam odpowiedzi.Przybliżyłam moją twarz do jego,składając delikatny pocałunek na jego ustach.
-Co ci powiedział menadżer?
-Mam się ponownie publicznie pokazać z Veronicą.Ty jesteś moją dziewczyną,nie ona.Nie chcę mieć z nią nic wspólnego.Nie pokaże się z nią.
-Musisz,przecież nie chcesz tracić kariery,tak?-spytałam
-Tak.-mrukną.
*następnego dnia*
Po przebudzeniu,wskoczyłam pod prysznic.Po skończonej czynności,szybko ubrałam na siebie czarne legginsy i czarny obszerny t-shirt z białymi nadrukami.Zeszłam pośpiesznie na dół,mając nadzieję,że zdążę pożegnać się jeszcze z Harry'm zanim pojedzie do pracy.Niestety myliłam się.Na stole leżała karteczka oraz śniadanie,które zrobił dla mnie.Na sam widok uśmiechnęłam się,wszystko zaczęło się powoli układać.Moje najskrytsze marzenia związane właśnie z Harry'm zaczynały się spełniać.Nie miało dla mnie znaczenia,to czy jest sławny.Dla mnie był tym samym wrażliwym chłopakiem,którego znałam jeszcze z domu dziecka.
Po zjedzeniu śniadania,chwyciłam karteczkę.
"Kochanie,przepraszam,że wyszedłem bez słowa.Mam do załatwienia sprawę na mieście,powinienem niebawem wrócić.Kocham cię."
Byłam przekonana,że pojechał to pracy.Zdziwiło mnie to lekko,jednak nie chciałam nad tym dłużej myśleć.Narzuciłam na siebie płaszcz,ubrałam buty.Postanowiłam się przejść na spacer,do pobliskiego parku.Przekroczyłam bramę wejściową.Rozglądałam się,podziwiając pięknie ośnieżone drzewa oraz krzewy.Szłam wgłąb parku.Z dala ujrzałam chłopaka zabójczo podobnego do Zayna,nie był on sam.Siłował się z chłopakiem,który zdecydowanie był od niego silniejszy.Podeszłam bliżej.-Nie zbliżaj się więcej do Charlotte.Ona jest moja idioto!-krzyczał jeden z nich.Podbiegłam bliżej.Chłopakiem,który zadał ciosy chłopakowi był Harry.Natychmiast chciałam ich rozdzielić.
-Harry opanuj się!-krzyknęłam w jego kierunku.Odwrócił swoją głowę w moim kierunku,jednak nie na długo.Zaraz potem znów wrócił do zadawania ciosów Zaynowi. Nie spodziewałam się tego po nim.
-Odpierdol się od nas!Jeszcze raz się do niej zbliżysz,to nie ujdziesz z życiem!-krzyczał,uderzając go w twarz.
-Ooo widzę,że księżniczka się poskarżyła do swojego obrońcy..-powiedział pewny siebie.
_________________________________________________________________________________Bardzo was przepraszam,że nie dodawałam rozdziału już tydzień.Miałam zawalony cały tydzień:)Mam nadzieję,że rozdział się wam podoba,chociaż że jest krótki.Resztę postanowiłam napisać w następnym:D
Prooooszę komentujcie:-)
piątek, 3 maja 2013
Rozdział 8
-Mój Boże-Harry leżał nie przytomny na podłodze. Okno było otwarte,z daleko widać było uciekającego Zayna. Podbiegłam szybko do okna.
-Wracaj tu,słyszysz?!Wracaj!-Ignorował moje wołanie,biegł dalej,przed siebie.Spojrzałam na leżącego chłopaka,oddychał.To było w tamtym momencie najważniejsze,bałam się,że go stracę.Czułam się winna,za to co się stało.
-Harry!Obudź się,proszę cię!-Jego powieki były nadal zamknięte.Ogarnął mnie strach ,nie wiedziałam co robić.Z moich oczu strumienie łez,wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze.Był dla mnie kimś ważnym,kimś bez kogo nie mogłabym żyć.
Poczułam jak jego dłoń delikatnie ściska moją.Jego oczy patrzyły na mnie.
-Nie martw się o mnie,nic mi nie jest.-uśmiechną się słabo.
-Muszę zadzwonić po lekarza.-powiedziałam.
-Nie,nie dzwoń.Wszystko jest ok.-przytrzymał mój nadgarstek,na znak tego,że nie chcę abym odchodziła.
-Lekarz musi cię zbadać..-powiedziałam składając delikatny pocałunek na jego ustach.Były zakrwawione od ciosów,które zadał mu Zayn.Postanowiłam ,że sama rozwiąże problem.Harry i tak już oberwał za moje błędy.Wezmę sprawy w swoje ręce,nie będę tchórzem-pomyślałam.
-Ale Harry..-rzekłam
-Nic mi nie będzie,Charlotte.-z jego twarzy nie znikał uśmiech.
Odwzajemniłam uśmiech,podając rękę chłopakowi.
-Chodź,opatrzę twoje rany-powiedziałam ciągnąć go za rękę.
-Poradzę sobie,nie chcę,żebyś się o mnie martwiła.-powiedział patrząc mi w oczy.Był niesamowicie uparty,nie znałam go od tej strony.Pod pewnym względem,imponowało mi to.Jeszcze 2 lata temu,nie przypuszczałabym,że kiedyś oboje znajdziemy się w takiej sytuacji.
-Nie bądź dzieckiem,daj sobie pomóc.-uśmiechnęłam się do niego.
Uległ moim namowom.
-Gdzie jest apteczka?-Spytałam.
-W górnej szafce,po lewej.-powiedział
Wyjęłam potrzebne rzeczy.Usiadłam obok Harry'ego.
-Ał,to bolało.-powiedział śmiejąc się
-Musi trochę boleć.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Gotowe.-powiedziałam zadowolona.
Chłopak ucałował moje usta.
-Za co to?-uśmiechnęłam
-Za to,że jesteś.-powiedział.Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.Poczułam ciepło gromadzące się w moim sercu.Do tej pory nie byłam pewna jego uczuć do mnie,bałam się zrobić krok do przodu.W głębi serca od dawna czekałam na to,aby usłyszeć z jego ust te słowa.To co się wtedy działo było nie do opisania.Byłam zwyczajną dziewczyną,a on gwiazdą światowego formatu.Wydawałoby się,że zupełnie się od siebie różnimy,a jednak.
*Tego samego dnia,w nocy*
Obudziła mnie burza,która szalała za oknem.Nie chcąc budzić Harry'ego cicho wymknęłam się z łóżka.Podeszłam pod okno,usiadłam na parapecie.Od dziecka lubiłam obserwować burzę,nie bałam się tego.Lubiłam ją.
Moje myśli skupiały się na dzisiejszym wydarzeniu.Czułam,że Harry wini mnie za to,chociaż nie umiał mi tego powiedzieć.Wiedziałam,że to moja wina.To ja rozkochałam w sobie Zayna,to ja wplątałam nas w takie kłopoty.Teraz on mu nie odpuści,Zayn będzie robił wszystko,żeby dojść do upragnionego celu.Nic nie stanie mu na drodze,co zresztą dzisiaj pokazał.Ma całkowitą kontrolę nade mną,ma zdjęcia,które może wstawić do internetu.Cały świat dowiedziałby się wtedy,że to nie Veronica jest dziewczyną Harry'ego,tylko ja.
-Nie śpisz?-dłoń Harry'ego spoczywała na moim ramieniu.Zadziwiało mnie,to jak się dowiedział,że nie mogę spać.
-Jakoś nie mogę zasnąć.-uśmiechnęłam się.
-To moja wina..-powiedziałam.
-O czym ty mówisz?-był zdziwiony,tym co usłyszał.
-Gdyby nie ja,do niczego by nie doszło.-rzekłam
-To nie twoja wina.-pocałował namiętnie moje usta.Jego oczy były pełne ciekawości.
-Wplątałam się w ten cholerny układ z nim,teraz on zrobi wszystko,by mieć nad nami całkowitą kontrolę.
-Jaki układ,o czym ty mówisz?-spytał
-Miałam mu pomóc,się zemścić.Nie miałam wyboru,groził mi,szantażował,wysyłał wiadomości,dzwonił.Bałam się.
-Mogłaś mi powiedzieć.Nie pozwolę cię skrzywdzić,zrobię wszystko,żebyś była bezpieczna.-powiedział poważnym tonem.
______________________________________________
Proszę was bardzo o komentarze.Jeżeli ktokolwiek czyta mojego bloga,proszę niech zostawi komentarz:)
-Wracaj tu,słyszysz?!Wracaj!-Ignorował moje wołanie,biegł dalej,przed siebie.Spojrzałam na leżącego chłopaka,oddychał.To było w tamtym momencie najważniejsze,bałam się,że go stracę.Czułam się winna,za to co się stało.
-Harry!Obudź się,proszę cię!-Jego powieki były nadal zamknięte.Ogarnął mnie strach ,nie wiedziałam co robić.Z moich oczu strumienie łez,wyobrażałam sobie najgorsze scenariusze.Był dla mnie kimś ważnym,kimś bez kogo nie mogłabym żyć.
Poczułam jak jego dłoń delikatnie ściska moją.Jego oczy patrzyły na mnie.
-Nie martw się o mnie,nic mi nie jest.-uśmiechną się słabo.
-Muszę zadzwonić po lekarza.-powiedziałam.
-Nie,nie dzwoń.Wszystko jest ok.-przytrzymał mój nadgarstek,na znak tego,że nie chcę abym odchodziła.
-Lekarz musi cię zbadać..-powiedziałam składając delikatny pocałunek na jego ustach.Były zakrwawione od ciosów,które zadał mu Zayn.Postanowiłam ,że sama rozwiąże problem.Harry i tak już oberwał za moje błędy.Wezmę sprawy w swoje ręce,nie będę tchórzem-pomyślałam.
-Ale Harry..-rzekłam
-Nic mi nie będzie,Charlotte.-z jego twarzy nie znikał uśmiech.
Odwzajemniłam uśmiech,podając rękę chłopakowi.
-Chodź,opatrzę twoje rany-powiedziałam ciągnąć go za rękę.
-Poradzę sobie,nie chcę,żebyś się o mnie martwiła.-powiedział patrząc mi w oczy.Był niesamowicie uparty,nie znałam go od tej strony.Pod pewnym względem,imponowało mi to.Jeszcze 2 lata temu,nie przypuszczałabym,że kiedyś oboje znajdziemy się w takiej sytuacji.
-Nie bądź dzieckiem,daj sobie pomóc.-uśmiechnęłam się do niego.
Uległ moim namowom.
-Gdzie jest apteczka?-Spytałam.
-W górnej szafce,po lewej.-powiedział
Wyjęłam potrzebne rzeczy.Usiadłam obok Harry'ego.
-Ał,to bolało.-powiedział śmiejąc się
-Musi trochę boleć.-uśmiechnęłam się szeroko.
-Gotowe.-powiedziałam zadowolona.
Chłopak ucałował moje usta.
-Za co to?-uśmiechnęłam
-Za to,że jesteś.-powiedział.Nie spodziewałam się takiej odpowiedzi.Poczułam ciepło gromadzące się w moim sercu.Do tej pory nie byłam pewna jego uczuć do mnie,bałam się zrobić krok do przodu.W głębi serca od dawna czekałam na to,aby usłyszeć z jego ust te słowa.To co się wtedy działo było nie do opisania.Byłam zwyczajną dziewczyną,a on gwiazdą światowego formatu.Wydawałoby się,że zupełnie się od siebie różnimy,a jednak.
*Tego samego dnia,w nocy*
Obudziła mnie burza,która szalała za oknem.Nie chcąc budzić Harry'ego cicho wymknęłam się z łóżka.Podeszłam pod okno,usiadłam na parapecie.Od dziecka lubiłam obserwować burzę,nie bałam się tego.Lubiłam ją.
Moje myśli skupiały się na dzisiejszym wydarzeniu.Czułam,że Harry wini mnie za to,chociaż nie umiał mi tego powiedzieć.Wiedziałam,że to moja wina.To ja rozkochałam w sobie Zayna,to ja wplątałam nas w takie kłopoty.Teraz on mu nie odpuści,Zayn będzie robił wszystko,żeby dojść do upragnionego celu.Nic nie stanie mu na drodze,co zresztą dzisiaj pokazał.Ma całkowitą kontrolę nade mną,ma zdjęcia,które może wstawić do internetu.Cały świat dowiedziałby się wtedy,że to nie Veronica jest dziewczyną Harry'ego,tylko ja.
-Nie śpisz?-dłoń Harry'ego spoczywała na moim ramieniu.Zadziwiało mnie,to jak się dowiedział,że nie mogę spać.
-Jakoś nie mogę zasnąć.-uśmiechnęłam się.
-To moja wina..-powiedziałam.
-O czym ty mówisz?-był zdziwiony,tym co usłyszał.
-Gdyby nie ja,do niczego by nie doszło.-rzekłam
-To nie twoja wina.-pocałował namiętnie moje usta.Jego oczy były pełne ciekawości.
-Wplątałam się w ten cholerny układ z nim,teraz on zrobi wszystko,by mieć nad nami całkowitą kontrolę.
-Jaki układ,o czym ty mówisz?-spytał
-Miałam mu pomóc,się zemścić.Nie miałam wyboru,groził mi,szantażował,wysyłał wiadomości,dzwonił.Bałam się.
-Mogłaś mi powiedzieć.Nie pozwolę cię skrzywdzić,zrobię wszystko,żebyś była bezpieczna.-powiedział poważnym tonem.
______________________________________________
Proszę was bardzo o komentarze.Jeżeli ktokolwiek czyta mojego bloga,proszę niech zostawi komentarz:)
Subskrybuj:
Posty (Atom)