Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 1 września 2013

Zawieszam bloga

Tak więc,postanowiłam zawiesić bloga.Pisanie go nie sprawia mi już żadnej przyjemności,nie chce pisać rozdziałów na siłę,bo nie o to w tym chodzi.Pisanie jest moją pasją,ale ten blog moim zdaniem...nie ma sensu.Prowadzę go mod dawna,reklamuję praktycznie wszędzie,ale i tak tylko nieliczni to czytają.Nie kończę z pisaniem,już wkrótce zainteresowanym podam link do mojego nowego opowiadania:) 
Nie wiem czy jeszcze kiedyś tu coś napiszę.Nawet jeśli to napewno nie w najbliższym czasie.Teraz zaczyna się rok szkolny,ja idę do nowej szkoły i chcę mieć w miarę dobre stopnie,poza tym nie miałabym czasu na pisanie tu.
Mam nadzieję,że zrozumiecie... 
Do zobaczenia kochani! 

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 18

Od naszego spotkania pod restauracją wszystko się zmieniło.Harry się zmienił,ja się zmieniłam.Nie jesteśmy dla siebie jak wrogowie,jest jak dawniej.Nigdy bym nie sądziła,że chłopak tak się ucieszy,że zostanie ojcem.On dostał jakiegoś świra! Ciągle tylko slyszę pytania typu "jak się czujesz?","potrzebujrsz czegoś?" Stara się aż za bardzo.Wiecie co mnie cieszy najbardziej? to,że mogę całować go każdego dnia,widzieć jego uśmiechniętą twarz,te dołeczki.Ah..
Serce samo się raduję,gdy widzę jego stojącego przed moimi drzwiami.Nie kłócimy się,co samo w sobie jest ogromnym sukcesem.Ludzie mawiają,że przeciwieństwa się przeciągają,ja zawsze uważałam to za przesąd,może jednak coś w tym jest?..
Nawet karierę,która była dla niego taka ważna odstawił na dalszy plan.Nie to,że nie jest już sławny-jest.Unika tylko wywiadów i tych rzeczy,żeby jak najwięcej czasu spędzić ze mną,a raczej z nami.Czasami się zastawiam czy jestem warta jego uczuć i starań.Przecież uciekłam od niego,nie odbierałam telefonów,nie odpisywałam na wiadomości,a on nadal mnie kocha? nie,ja nie jestem tego warta.Nie jestem ani szczególnie piękna,ani wyjątkowa,więc dlaczego taki cudowny chłopak jak on zwrócił na mnie uwagę? mówi się,że miłość nie zna granic,a ja dopiero teraz zaczynam w to wierzyć.Miłość,to takie podniosłe słowo..
-Hej kochanie-w drzwiach stał on z bukietem świeżych tulipanów.Były piękne,bo czerwone-moje ulubione.Wzięłam je z rąk mojego chłopaka.Poszłam odstawić je do wody,tak pięknie pachniały.Skąd wiedział,że kocham tulipany? Gdy miałam już wychodzić z kuchni,poczułam jak Harry delikatnie kładzie swoje duże dłonie na mojej talii.Później pokierował  swoje dłonie nieco dalej,zatrzymał się na zaokrąglonym brzuszku.Byłam już w 4 miesiącu ciąży.Udawałam,że go ignoruję,żeby w końcu się wkurzył i sam przeją inicjatywe.Zawsze lubiłam się z nim drażnić i on dobrze o tym wiedział,czasami go to denerwowało.Powoli skierowałam swój wzrok do niego.
-Jesteś podła-uśmiechną się łobuzersko.Przybliżyłam się do niego,spojrzałam w głębie jego zielonych tęczówek,znowu zawitała
w nich nadzieja i szczęście.Przybliżyłam swoje usta do niego,dzieliło nas tylko tylko kilka centymentrów.Dało się wyczyć jego męskie perfumy.Były mocne,ale dało się wytrzymać.Nie chciałam go całować.Chciałam się z nim droczyć.
-Ale za to mnie kochasz,prawda?-spytałam patrząc mu w oczy.Ten nic nie opowiedział.Przybliżył się do mnie jeszcze bardziej.Po coś ty się tak wyperfumował?! mimo duszącego zapachu dałam się ponieść romantycznej chwili,jak zawsze.Zbyt mocno go kochałam by zaprotestować.Bez niego nie byłabym teraz tu,on był moim bohaterem.Podnosił mnie gdy upadałam,ocierał łzy gdy byłam załamana,walczył gdy ja chciałam się poddać.Był prawdziwym przyjacielem i jednocześnie kimś więcej.Jestem wdzięczna losowi,chociaż że gdy dowiedziałam się,że zostanę mamą nie byłam szczęśliwa,a teraz szczerze pokochałam tego małego potworka,który we mnie siedzi! Nie mogę się doczekać kiedy będziemy wszyscy razem,we trójkę.Zawsze o tym marzyłam,marzyłam o normalnym domu.Odkąd pamiętam chciałam poczuć rodzinne ciepło,ale nigdy tego nie doznałam.Dobra,Charlotte teraz nie możesz żyć przeszłością!'
 Myślami wróciłam do mojego chłopaka.Przyglądał mi się z zaciekawieniem.
-Znowu się zamyśliłaś..-rzekł.Ostatnio często mi się to zdarzało.Ale co się dziwić? niedługo na świat przyjdzie moje dziecko.
-Tak dużo się ostatnio wydarzyło-powiedziałam cicho.Wyminęłam go i spokojnie usiadłam na jednym z krzeseł jadalni.Przez chwilę stał w tym samym miejscu.Po upływie czasu zauważyłam,że jego mięśnie naprężają się,dłonie formują się w pięść.Miał zamiar coś powiedzieć,ale w ostatnim momencie zrezygnował.Mięśnie wrócił do normalnych rozmiarów,dłonie tak samo.Znowu ma przede mną jakieś sekrety? O co do cholery chodzi? 
Nie lubię tajemnic,ale nie mam zamiaru go wypytywać,nie jestem takim typem dziewczyny.Przecież nie będę mu przesłuchania urządzać-będzie chciał to sam powie.Nim zdążyłam się ocknąć,Harry był już przy mnie.Jego duża dłoń powędrowała na moje plecy.Przeszedł mnie przyjemny dreszcz.To on tak na mnie działał.Wpatrywał się we mnie swoimi pięknymi oczami,w które mogłam się wpatrywać godzinami .Był jedynymi z najpiękniejszymi jakie kiedykolwiek widziałam.Były szczere.
-Damy radę.Zawsze dajemy.-zaśmiał się,ja to odwzajemniłam.Ma racje.Zawsze znajdowaliśmy wyjście nawet z najtrudniejszej sytuacji.Nie ważne jak daleko od siebie byliśmy,zawsze los nas do siebie przyciągał.Kilka lat wstecz nigdy bym nie sądziła,że będę z takim chłopakiem w takiej sytuacji.
Poczułam jak składa mi mokre pocałunki na szyi.Zaśmiałam się ironicznie.
-Zabawimy się?-poruszył zabawnie brwiami.Jego twarz przybliżała się do mojej.Czułam jego oddech na mojej twarzy.Był tak blisko mnie.Poczułam jego malinowe usta na moich.Wplątał swoje dłonie w moje włosy.Ja oplotłam swoje wokół jego szyi.Całował tak namiętnie,czułam,że mnie pragnie.Nasze języki stoczyły walkę.Ugh,kochałam to! Pragnęłam by ten moment trwał już wiecznie,żeby ten pocałunek nigdy się nie kończył.Ale nie miałam dzisiaj siły na"zabawę" w sypialni.Odepchnęłam go od siebie.Chłopak popatrzył na mnie pytająco.
-Nie dzisiaj-rzekłam i ruszyłam w stronę naszego pokój.Westchną jedynie zrezygnowany.Ja udając,że tego otworzyłam drzwi do mojego pokoju.Byłam wykończona,postanowiłam się przespać.Przebrałam się w wygodne,cieplutkie dresy i luźny t-shirt.Takie stroje lubiłam najbardziej.Wgramoliłam się pod koc.Głowę położyłam na poduszczę.Nawet się nie spostrzegłam kiedy dałam się ponieść snom.
                                                                     *
Obudziły mnie krzyki dochodzące z salonu.Przetarłam oczy.Słyszałam krzyki,ale nie byłam w stanie zrozumieć słowa.Norma dla mnie po przebudzeniu.
-Dostajesz paranoi Malik! - krzyczał Harry.Czekaj CO?! Malik tu jest? znowu przyszedł się w coś wpieprzyć?
Gwałtownie zerwałam się z łóżka.Nie chciałam żeby mnie zauważyli.Może nie powinnam tego robić,ale postanowiłam podsłuchać ich kłótnię.Schowałam się za ścianą schodów,lekko wychylając głowę.
-Zniszczyłeś mój związek,teraz ja zniszczę twój-sykną Malik.O co chodzi? Mój chłopak zrujnował mu związek z Alice? 
- O czym ty mówisz stary?-zadał pytanie Harry.Zayn zaśmiał się perfidnie.Z daleka czułam,że nie ma dobrych zamiarów.Bałam się,bałam się go.Tego co może mi zrobić.Jego stać na wszystko,jest nieobliczalny.Poczułam jak moje serce z sekundy na sekundę zaczyna bić coraz szybciej,ręce zaczynały się pocić,a twarz wyraźnie zbladła.
-Wiem,że doskonale pamiętasz.Pewnie myślałeś,że nigdy się nie dowiem.Ale ja wiem,miałeś romans z Alice,a ja nakryłem was.Po jej śmierci nie raczyłeś nawet przyjść na jej pogrzeb ty przebrzydły gnoju!-ostatnie słowa wykrzyczał.Chwycił to co miał pod ręką,akurat była to szklanka.Zakryłam dłonią usta,by nie krzyczeć.Uderzył nią w ścianę.Po domu rozległ się huk,a szklanka rozleciała się na miliony malutkich kawałeczków.Chwilę później usłyszałam kolejne uderzenie o podłogę.To Zayn upadł na podłogę po tym jak Harry uderzył go w brzuch.Zwijał się z bólu.Po chwili chłopak podszedł do niego,zaczął go kopać.Z jego nosa wytrysnęła krew.Nie,wcale nie było mi go szkoda.Chciał mnie uwieść tylko dlatego żeby zemścić się 
na Harry'm.To żałosne,on cały był żałosny.Na jego widok chciało mi się...śmiać.Upadł tak nisko,że można było mu już jedynie współczuć
Sytuacja momentalnie zmieniła się.Zayn ostatkiem sił wstał,zwalił chłopaka z nóg.To co ujrzałam sparaliżowało mnie.Z kieszeni spodni Harry'ego wypadło malutkie czerwone pudełeczko w kształcie serca.Pod wpływem uderzenia o podłogę rozleciało się na 2 części,a moim oczom ukazał się śliczny diamentowy pierścionek....zaręczynowy? 
_________________________________________________________________________________Hej!:) i oto mamy rozdział 18.Przepraszam,że musieliście tyle czekać,ale totalnie nie miałam weny.Rozdział ogólnie mi się nie podoba.A wy co sądzicie?

wtorek, 20 sierpnia 2013

Rozdział 17

Kobieta dodała jeszcze,że dziecko jest zdrowe,ale muszę się bardziej oszczędzać,po czym wyszła z pokoju.Wkurzało mnie,że była taka spokojna i opanowana.Ja nawet w jednym procencie nie byłam szczęśliwa,byłam załamana.Właśnie moje życie legło w gruzach.Jeden pieprzony moment,który zniszczył wszystko.Mam plany,chce skończyć studia,znaleźć dobrą pracę o której zawsze marzyłam,ale teraz mogę o tym tylko pomarzyć.Z zewnątrz udawałam spokojna,by ludzie z sali nie oceniali mnie pochopnie,ale w środku krzyczałam z rozpaczy,nadal do końca nie mogłam uwierzyć.Ja mam dopiero 18 lat! jestem za młoda na bycie matką.Drugi całkiem nie mały problem to Harry.Co ja mu powiem? że wpadliśmy? że będzie ojcem? przecież wtedy na dobre odejdzie,on też nie jest gotowy.Ma karierę,teraz jest na szczycie,chyba każdy zna jego nazwisko.Przecież nie rzuci wszystkiego w cholerę i nie będzie mógł być ojcem dla naszego dziecka.Ale muszę mu powiedzieć,chcę żeby wiedział.W końcu jest,a raczej będzie ojcem.
Podniosłam się z łóżka,lekarka powiedziała,że mogę już wracać do domu.Otworzyłam białe,drewniane drzwi,a na jednym z siedzeń ujrzałam Kate.Momentalnie wstała i podeszła do mnie...jak zwykle uśmiechnięta.Jednak mnie nie było do śmiechu,właśnie mój świat legł w gruzach.
-Wszystko w porządku?-jej ton głosu stopniowo poważniał,pewnie spostrzegła że coś jest nie tak.Zignorowałam jej pytanie,nie chciałam z nikim rozmawiać.
-Charlotte? co się stało?-dziewczyna nie dawała za wygraną.Wzięłam głęboki wdech.
-Jestem w ciąży..-nie chciałam już z nią rozmawiać,przyśpieszyłam kroku i ruszyłam przed siebie.Słyszałam jeszcze z oddali wołanie i głupie pytania dziewczyny,ale ignorowałam to.Nie miałam na to nerwów.
Poczułam wibracje w tylnej kieszeni spodni,pośpiesznie wyciągnęłam telefon ze spodni,spojrzałam na wyświetlacz-Harry.. 
Odrzuciłam połączenie,z nim też nie miałam ochoty gadać.Od ponad miesiąca nie mamy ze sobą kontaktu.

Wsiadłam do pierwszej,lepszej taksówki i podałam kierowcy adres.Siadłam,jak zwykle-z tyłu.Po moim policzku zaczęły spływać łzy.Dopiero teraz pierwszy szok miną.Dlaczego to ja muszę mieć tak skomplikowane życie? przecież nic złego nie zrobiłam..
Od samego początku,od dzieciństwa mi się nie układało.Były momenty w których byłam szczęśliwa,ale one zaraz znikały,tak jakby trwały kilka sekund.Zawsze coś musi się spieprzyć.
Kierowca widząc moje łzy,spojrzał na mnie ze współczuciem,ale milczał.Jak każdy.
Dałam mu pieniądze,trzasnęłam drzwiami i poszłam w kierunku domu.Była noc,nikogo prawie nie było,więc nikt nie widział moich łez.Przez ciemność nie dało się ich dostrzec,lepiej dla mnie.Mieszkałam na 1 pietrze,nie miałam więc daleko.Szybko otworzyłam drzwi.Teraz to na dobre się popłakałam.Oparłam się drzwi,nawet nie zdejmując butów i zwyczajnie krzyczałam jednocześnie płacząc.Nie umiałam opisać słowami co czułam w tamtym momencie...może bezsilność? bo co mogłam zrobić? nic.Wpakowałam się w kolejne gówno.Nie miałam pojęcia co mam ze sobą zrobić.Chciałam pociąć się,do krwi ,jak cholernie mocno,ale...bałam się.Gdybym zrobiła jedno cięcie za dużo zabiłabym nie tylko siebie,ale małą osóbkę ,która się we mnie rozwija.
*miesiąc później* 
A więc jestem już w 1 miesiącu ciąży.Nikt o tym nie wie,prócz Kate.O dziwo,dziewczyna nie zostawiła mnie samej,codziennie mnie odwiedza,pyta się jak się czuję czy czegoś nie potrzebuję.Czasem aż mam jej dość,jest dla mnie za dobra.Szczerze mówiąc to jeszcze nikt tak się o mnie nie troszczył,nawet Harry.Harry...on nic nie wie.Ostatnio dzwonił miesiąc temu,może zrezygnował? nie zdziwiłabym się.W końcu ile można czekać na jeden głupi telefon? przecież facet nie będzie czekał w nie skończoność,pewnie już znalazł sobie inną,a ja pozostałam jedynie w jego pamięci.
Za 2 godziny kończę pracę i do domu,odpocząć.Usłyszałam,że drzwi do restauracji się otwierają,ujrzałam w nich...jego.Tak,dokładnie Harry'ego.Nogi się pode mną ugięły.Co ja mam robić?! błagam,tylko nie patrz w moją stronę! Schowałam się w kuchni i wszystkiemu się przyglądałam.Usiadł na końcu pomieszczenia,przy oknie i czekał aż ktoś go obsłuży.Nic się nie zmienił,te same loki i piękne zielone tęczówki,jedynie wydawał się przybity? tak,z daleka widać było,że jego oczy straciły blask.Przełknęłam ślinę,ja do niego nie podejdę.Nie po tym wszystkim,boję się.Jak zareaguję jak mnie zobaczy,odezwie się chociaż? serce z każdą sekundą biło mi coraz to szybciej,a na policzkach zawitały rumieńce.Kurde,błagam nie..nienawidziłam ich,różowe diabełki.
Nie miałam wyjścia,musiałam poprosić Rose o pomoc.Kto to Rose? koleżanka z pracy.Podeszłam do niej niepewnie,nie powiem żebym szczególnie ją lubiła,ale była moją jedyną deską ratunku.
-Rose,mogłabyś obsłużyć za mnie tamtego klienta?-spytałam.Ona nawet nie spojrzała w jego stronę,gdyby spojrzała zapewne poleciałaby do niego jak na skrzydłach,ale nie..
-Jestem zajęta-burknęła.
-Rose..-powiedziałam błagalnym tonem
-Nie!-uniosła się.Wkurzyła się,to nie mam na co liczyć.Dzięki wielkie,Rose.Zawsze była dla mnie wredna,zresztą nie tylko dla mnie-poprostu miała taki charakter.
Niepewnym krokiem wyszłam zza baru i zmierzałam w jego stronę.Na szczęście nie zwrócił na mnie uwagi,jeszcze.
-Co dla pana?-spytałam cała czerwona ze strachu.Ręce całe mi się trzęsłySkierował swój wzrok na moją osobę-zaniemówił.Wpatrywał się we mnie,jakby ducha zobaczył.A ja? ja stałam jak słup.Dlaczego los zawsze stawia nam siebie na drodze? już 2 razy nam nie wyszło,a przecież próbowaliśmy.Potrzebuję spokoju,a ciągle mam na drodze przeszkody.Jego oczy chociaż przygaszone,nadal były diabelsko piękne.Żadno z nas się nie odzywał,oboje nie wiedzieliśmy co powiedzieć.Mi na nim cały czas zależy,nie umiem tego zwalczyć! nie umiem nad sobą zapanować,nad tym szalonym uczuciem.Gdy tylko go zobaczyłam moje serce podskoczyło z radości,ale towarzyszył temu też strach.Miałam tak cholernie mieszane uczucia,byłam jednocześnie szczęśliwa,wniebowzięta,smutna,zła.To mógł być koniec,a nie był.Nasza historia nadal trwa.Po raz kolejny się spotykamy,patrzymy na siebie i nie wiemy ci powiedzieć.
-Kawę poproszę-z zamyślenia wyrwał mnie jego anielski głos.Był zmieszany.Ale jego oczy wyrażały jakby nadzieję,jednak może mu zależy? Odeszłam jak najszybciej się dało,podałam kucharce kartę z zamówieniem i schowałam się w łazience.Ja nie daję rady! wydawało by się,że moje życie nareszcie zaczyna się układać,miałam ten jeden jebany miesiąc spokoju,a tu BUM! znowu on! z moich oczy po raz kolejny spłynęły łzy.Niech sobie one myślą co chcą,niech mnie później obgadują,teraz to się nie liczyło,musiałam się wypłakać! bo co mi innego pozostało?  z każdym miesiącem wszystko coraz bardziej się pieprzy,a ja nie mogę nic zrobić.Do tego będę miała dziecko,którego ojcem jest właśnie on! 
rzuciłam  firmowy fartuch w kont.Kolana przycisnęłam do twarzy,czułam się wtedy bezpiecznie.Pozwoliłam łzom płynąć strumieniami.On tam jeszcze jest? a może wyszedł? kocham go,a jednocześnie nienawidzę.Usłyszałam,że ktoś wchodzi do łazienki,szybko się ogarnęłam.Zapukał do drzwi kabiny.
-Zajęte..-szepnęłam.Odniosłam wrażenie,że wszedł do innej kabiny,więc miałam szanse uciec.Odchyliłam drzwi,myliłam się,on nadal tam stał.To Harry.Wpatrywał się we mnie troskliwie,nie wiedziałam co powiedzieć.
-Cześć Charlotte-szepną.Aha,na tyle go stać.Serio? nie widzieliśmy się ponad miesiąc,widzi mnie płaczącą i stać go tylko na jego żałosne "cześć" 
-Cześć Harry-powiedziałam głośniej.Staliśmy w  jakieś dobre 5 minut,przez cały czas on wpatrywał się we mnie a ja w niego.Cieszyliśmy się sobą,mimo,że nie odzywaliśmy się,czułam,że on też jest w pewnym sensie szczęśliwy.Dobra,Charlotte! koniec tego dobrego,musisz się opamiętać!
Miałam zamiar wyjść,minęłam jego osobę jak najszybciej się dało,ale on złapał mnie za nadgarstek.Zrobił to mocno,w wyniku czego syknęłam.Przycisną mnie do ściany i nie wahając się,pocałował mnie.Tęskniłam za tym,bardzo.Po pewnym czasie odwzajemniłam pocałunek.Wplątałam moje drobne ręce w jego puszyste loki.O co w tym chodzi? raz unikam go jak ognia,a teraz czuję się jak księżniczka.
Zapomniałam już jak to jest czuć jego zapach blisko siebie,duże dłonie obejmujące mnie.Nie czułam się jak przyszła matka,lecz jak zakochana małolata.To było niezwykłe,magiczne.Chciałam by ta chwila trwała wiecznie.Tak strasznie tęskniłam! 
Z niechęcią chłopak oderwał się ode mnie.
-Tęskniłem za tobą jak ostatni debil.Dzwoniłem codziennie,pisałem,a ty ignorowałaś to.Straciłem już nadzieję.Ale chyba coś w tym jest,jesteśmy sobie pisani?-gdy wypowiadał ostatnie słowo uśmiechną się łobuzersko.Tęskniłam za takim Harry'm,za moich jednocześnie wrażliwym i tajemniczym chłopakiem.
-Może..ale teraz muszę wracać do pracy-puściłam jego dłoń.Zarumieniłam się,patrzył na mnie wzrokiem anioła.Ale musiałam zejść na ziemię i myśleć racjonalnie.Teraz muszę być dojrzalsza,nie chcę znowu cierpieć.Chłopak westchną tylko i puścił moją dłoń.Nie chciałam tego,nie chciałam żeby to być koniec.Nie chciałam,żeby tak kończyła się nasza historia.Sama nie wiem dlaczego wyszłam z tej toalety,czyżbym znowu stchórzyła? tak,dokładnie tak-byłam tchórzem-
Jeśli to będzie koniec,to przeze mnie.
Wyszłam z łazienki,dziewczyny myły szklanki,akurat nie było klientów.Ja postanowiłam zrobić to co one,nie-chciałam zrobić cokolwiek,żeby oderwać moje myśli od niego.Spojrzałam na zegarek,jeszcze 2o minut i do domu.Nie myśl o nim dziewczyno,nie myśl! krzyczałam do siebie w myślach.Co ja tak naprawdę do niego czuję? kocham go,to pewne..
Odłożyłam kieliszki na miejsce,zdjęłam fartuch.Uff,koniec na dziś zmartwień.Wzięłam swoją czarną skórzaną kurtkę,zmieniłam buty,w pracy zawsze musiałam chodzić w balerinkach,ale ja zdecydowanie bardziej lubiłam trampki.Wyszłam pośpiesznie z pomieszczenia.Nie lubiłam tej pracy,ale w końcu z czegoś muszę żyć.Jedynym plusem było to,że była dobrze płatna.Miałam zamiar założyć słuchawki i iść w stronę,ale ktoś złapał mnie za ramię.Podskoczyłam lekko,wystraszyłam się.Zobaczyłam jego promienną twarz.Czekał na mnie?
-Czekałeś?-spytałam ponuro.Czułam się dziwnie,po co czekał?
-Nie myśl,że zapomniałem.Jeśli będzie trzeba będę o ciebie walczyć.Nadal cie kocham i nie mogę o nas zapomnieć.Nie odpuszczę tak łatwo-powiedział,a raczej szepną mi to na ucho.Uśmiechnęłam się,w pewnym sensie mu ulżyło.On czuł to samo co ja,on też nadal kocha.Zanim zdążyłam wydobyć z siebie słowo,on pocałował mnie.Nie tak delikatnie jak w łazience,ale namiętnie jak dzikie zwierzę.Nie powiem-podobało mi się to.Kochałam te jego 2 strony-delikatną i dziką.Obie były perfekcyjne,ale każda w innym sensie.Nie czekając na nim odwzajemniłam pocałunek.Tak cholernie za tobą tęskniłam idioto!
Całowaliśmy się do utraty tchu,chcąc nadrobić stracony czas.Ta rozłąka trzeba przyznać dobrze nam zrobiła.
Harry dotkną delikatnie mojego brzucha,oderwałam się od niego gwałtownie i zrobiłam krok w tył.Podejrzewał coś? zauważył? nie..
-Co..co ty robisz?-powiedziałam z podniesionym tonem głosu.
-Będę ojcem,prawda?-a jednak,domyślił się.Błagałam,żeby teraz nie odszedł ode mnie,nie chcę znowu być sama.
Spuściłam wzrok.Normalnie pewnie bym stchórzyła(jak zawsze),ale on tylko czekał na potwierdzenie.Nie miałam już wyjścia,raz się żyję.
-Tak,ale Harry proszę nie odchodź,nie zostawiaj mnie z tym wszystkim samej.Ja wiem,że ty masz karierę,że jesteś na szczycie,oboje tego nie chcieliśmy,to był jeden moment i..
-Za dużo gadasz kochanie-pocałował mnie po raz kolejny.Tego potrzebowałam,potrzebowałam jego wsparcia
_________________________________________________________________
Hej:) muszę was z przykrością poinformować,że zbliżamy się do końca.Jeszcze kilka rozdziałów..
Pewnie myślicie,że teraz Harry i Charlotte będą szczęśliwi-mylicie się:) 
Podoba wam się rozdział? macie jakieś pytania,rady? napiszcie wszystko w komentarzu<3 

sobota, 17 sierpnia 2013

Rozdział 16

*Miesiąc później* 
Od mojego wyjazdu miną już miesiąc.Przyzwyczaiłam się już do innego klimatu,innej kultury.Dobrze mi się tu żyło.Wynajęłam mieszkanie w bloku w centrum Nowego Yorku,nie było one jakieś ogromne,ale dla nie była to też jakaś nora.Poznałam Kate,jesteśmy bliskimi koleżankami,ale nie mogę nazwać tego jeszcze przyjaźnią,znamy się zbyt krótko.Co prawda darzę ją zaufaniem,ale to nie wystarczy,przecież dobrze jej nie znam.Żeby się jakoś utrzymywać,znalazłam pracę w restauracji jako kelnerka.A co z Harry'm? nadal próbuję się pozbierać do kupy.Myślałam,że tutaj szybko o wszystkim zapomnę,jednak cały czas w głowie siedzi mi jego ochrypnięty,męski głos,widok pięknych zielonych tęczówek i  słodkich dołeczków.Są takie dni  którym nie daje sobie rady,nie wytrzymuję i z moich oczu wypływają strumienie łez.Kochałam go i nadal kocham.Ale muszę żyć dalej,muszę pracować by mieć z czego żyć,nie chce żyć tylko wspomnieniami.Tutaj nikt nie wie co mnie łączyło z Harry'm każdy traktuje mnie zwyczajnie.Szczerze mówiąc,nie chciałabym żeby ktokolwiek wiedział o mojej przeszłości,nie chciałam być spostrzegana jako 'dziewczyna Harry'ego Stylesa" z którą każdy zadawałby się dla szpanu.Tutaj mogę być sobą,czyli zwyczajną dziewczyną z marzeniami.
Harry nadal .żyję tak jak żył,razem z zespołem koncertuje po świecie i osiąga kolejne sukcesy.Mam od niego miliony nieodebranych połączeń,ja poprostu nie jestem gotowa na rozmowę.Nie chcę znów przez to przechodzić.W wiadomościach cały czas nalega na spotkanie,a ja nadal milczę.Nie odpisałam na żadną wiadomość.Czasem zastanawia mnie czy żałuję,a może ma tylko wyrzuty sumienia? czy chociaż trochę tęskni?
Hej-otworzyłam drzwi ,a w nich ujrzałam promienną Kate.Uśmiechnęłam się szeroko.Kochałam gdy do mnie przychodziła,wtedy mogłam chociaż na chwilę zapomnieć o przeszłości i nie czułam się też samotna.Ona była taką moją dobrą duszą.Nigdy się ze sobą nie nudziłyśmy,potrafiłyśmy gadać godzinami o różnych pierdołach.Nic nie mówiąc wtargnęła do mojego mieszkania.Postanowiłam nalać nam do szklanek soku pomarańczowego.Szybko poszłam do kuchni,która znajdowała się na szarym końcu mojego mieszkania.Wyjęłam z szafki 2 szklanki,nalałam soku...
Poczułam,że opadam z sił.Szklanki spadły na podłogę z ogromnym hukiem.Oparłam się rękami o blat,zsuwając się na podłogę.
-Charlotte,Charlo..! 
*5 godzin później*
Obudziłam się z okropnym bólem głowy.Ku mojemu zdziwieniu nie leżałam w swoim przytulnym łóżku,a w..szpitalu? tak,to był szpital.Tylko co ja tam robiłam? nie pamiętałam zupełnie nic..
Wokół mnie leżeli inni chorzy.Trochę się przeraziłam,bo nie czułam się tutaj swojo.Nikogo przy mnie nie było,liczyłam tylko na to,że Kate czeka na korytarzu.Nie chciałam być tutaj sama,nienawidziłam szpitali.Samo słowo "szpital" wywoływało u mnie dreszcze,a co dopiero pobyt w nim.Nagle drzwi do sali otworzyły się,do sali weszła młoda lekarka.Nie wiem czy miała w ogóle 30 lat.Podeszła do mojego łóżka.
-Co..co mi jest?-spytałam osłabiona.Ona uśmiechnęła się lekko.Spojrzała na mnie przyjaźnie.
-Jest pani w ciąży- powiedziała spokojnie.Zamarłam.Ja w ciąży?! 
_________________________________________________________________
Cześć!:D postanowiłam wam jakoś wynagrodzić moją nieobecność i napisać dwa rozdziały:) cieszę się ogromnie,że nie zapomnieliście o moim blogu i nadal go odwiedzacie,doceniam to.Mam nadzieję,że mój pomysł wam się spodoba;-) 

piątek, 16 sierpnia 2013

Rozdział 15

-Cześć kochanie-przywitał mnie jego radosny męski głos,ale ja mimo tego co się wczoraj zdarzyło między nami nie byłam w stanie zapomnieć o wcześniejszych,dramatycznych wydarzeniach.Bezpodstawnie oskarżył mnie o zdradę.Związek polega przede wszystkim na zaufaniu,nam jest go brak.Oskarżamy siebie na wzajem o wszystko,coraz częściej się kłócimy o najmniejsze szczegóły.
-Hej.-rzuciłam szorstko.On jak na zawołanie,jego mięśnie napinały się.Wkurzył się..
-Myślałem,że już wszystko sobie wyjaśniliśmy-wysyczał przez zęby.Jego pociemniały,zacisną szczęki.Ta,ciekawe kiedy sobie coś wyjaśniliśmy?
-Kiedy?Nic sobie nie wyjaśniliśmy.Oskarżasz mnie o wszystko.Wczoraj pobiłeś Zayna! - wykrzyczałam ostatnie zdanie.Moja twarz stawała się czerwona od złości.Kompletny chaos panował między nami.Myślałam jedno,a mówiłam drugie.Harry podszedł do mnie,przycisną mnie do ściany,łapiąc za nadgarstki.
-Puszczaj,to boli debilu!-krzyczałam,ale on nie reagował.
-Jesteś zwykłą świnią!-wykrzyczałam mu prosto w twarz.A on?! on wymierzył mi cios w twarz.Cofnęłam się 2 kroki do tyłu,nie wierzyłam w to co się przed chwilą zdarzyło.Harry,mój chłopak,przyjaciel z dzieciństwa właśnie dał mi z pięści w twarz.Popatrzyłam na niego,stał jak wryty,ale nie było widać po nim przerażenia.
Poprostu stał,jego twarz nie wyrażała żadnego,nawet najmniejszego uczucia.
-To koniec..-wysyczałam.Co za gnój! nawet nic nie powiedział,najwidoczniej mu nie zależało na mnie tak jak mnie na nim.Po co było to wszystko? te starania się,pytam się po jaką cholerę?!
Pobiegłam szybko schodami na górę,do "naszego" pokoju.Wyciągnęłam z szafy walizkę.Wrzuciłam do niej wszystko co było moje,ubrania,bieliznę,laptopa,mp3.Nie układałam już tego,zależałam mi żeby jak najszybciej wydostać się z tego domu.Zapięłam walizkę,do ręki wzięłam rączkę i zmierzyłam się ze schodami.
-Cholera-walizka kołysała się na wszystkie strony,robiła wszystko nie po mojej myśli.Zeszłam po schodach,podeszłam do Harry'ego.
-Nie myślałam,że nasza historia tak się skończy-powiedziałam cicho.
-Charlotte ja..-starał się tłumaczyć,ale ja mu nie pozwoliłam.
-Nie tłumacz się,nie mam ochoty tego słuchać.Oboje wszystko spieprzyliśmy.Jestem pewna,że będziesz szczęśliwy z kimś innym,nie ze mną.Ty i ja dobrze wiemy,że nie układało się nam,to uczucie wygasło.Żegnaj..-wzięłam swój płaszcz,nałożyłam buty i przekroczyłam próg nie mojego już domu.Nigdy bym nie pomyślała,że to wszystko tak się potoczy.Błagałam los,żeby chłopak wybiegł za mną,przytulił,pocałował a szczególnie przeprosił,lecz nic takiego się nie stało.Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić,nie mam tu już nikogo.Zostały mi jeszcze oszczędności,które zbierałam przez całe życie.Chciałabym wszystko zacząć od nowa,ale nie tu.Nie w tym kraju,tu mam zbyt wiele męczących mnie wspomnień.Ameryka-to mi przyszło do głowy.Tam nikt nie będzie mnie znał,nikt nie będzie oceniał.Tak,to dobry pomysł.Tam postaram się być szczęśliwa,chociaż o Harry'm nie łatwo będzie mi zapomnieć,bo go kochałam.Kochałam jak nikogo innego..
Zamówiłam taksówkę,dy już przyjechała poprosiłam kierowcę,aby zawiózł mnie na lotnisko.Usiadłam z tyłu samochodu.Ostatni raz widzę tę czerwone budki telefoniczne i dwupiętrowe autobusy,londyńskie ulice.Tam tego nie będzie,to będzie zupełnie inny świat.Tam zacznę wszystko od nowa,zyskam nowych przyjaciół,znajdę prawdziwą miłość,chociaż o Harry'm nie będzie mi łatwo zapomnieć,był moją pierwszą i poważną miłością,ale muszę zapomnieć,nie byliśmy sobie pisani.
Nim zdążyłam ogarnąć swoje myśli byliśmy już na miejscu.Kierowca zatrzymał się z piskiem opon,nic nie mówiąc czekał spokojnie na zapłatę.Wyjęłam z torebki pieniądze i dałam mu odpowiednią sumę.Zatrzasnęłam za sobą drzwi,wyciągnęłam bagaże z bagażnika i ruszyłam przed siebie.Lotnisko było ogromne,może wstyd się przyznać,ale pierwszy raz będę leciała samolotem.Zawsze jak miałam gdzieś jechać to tylko i wyłącznie samochodem.Był tam ogromny tłok,pełno ludzi i dźwięku kół walizek.Podeszłam do kasy i grzecznie stanęłam w kolejce po bilet.Nie była ona mała,przede mną stało 10 osób.
Po niecierpliwym czekaniu nadszedł czas na mnie.Powiedziałam wszystko co trzeba było kobiecie za ladą.Dała mi bilet i kazała pokierować mi się do punktu oddania bagażu,życzyła też udanej podróży.Oddałam bagaże,przeszłam kontrolę,co nie było zbytnio przyjemne.Samolot odlatywał za 15 minut,więc wolałam zająć miejsce.Próbowałam nie skupiać się na moich uczuciach,lecz na locie.Chciałam zapomnieć o wszystkim co mi się tutaj przydarzyło.Nie myśląc więcej,zajęłam odpowiednie miejsce,na szczęście przy oknie.Samolot był nowoczesny,siedzenia skórzane i białe,była też klimatyzacja.Okna były też dość duże.Obok mnie siedział jakiś staruszek,wydawał się być miły,jednak nie miałam odwagi odezwać się do niego jako pierwsza.Wpatrywałam się w widok za oknem.Zauważyłam,że pilot wsiada do samolotu.Chwilę potem ruszyliśmy..
________________________________________________________________
Hej!:) witam po dość długiej przerwie,mam nadzieję,że nadal ktoś tutaj zagląda.Zmieniłam wygląd bloga,mam nadzieję że wam się podoba.Komputer mam już sprawny,więc będę pisała częściej.Jeszcze raz mooocno was przepraszam za tak długą nieobecność:) 

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 14

Przyglądałam się jego sylwetce.Siedział na kanapie,zdenerwowany trzymając w ręce dużego,czarnego pilota.Jego piękne loki  delikatnie opadały na czoło,zasłaniając je.Wiedział,że mu się przyglądam,jednak nie spojrzał w moją stronę,nawet kątem oka.Postanowiłam przejąc inicjatywę,podeszłam bliżej.Nadal na mnie nie spojrzał.Wpatrywał się w telewizor,ignorując mnie.Spojrzałam w stronę telewizora.Dziennikarka mówiła o... mnie?
-Wokalista One Direction romansuję z 17-letnią Charlotte Brown za plecami  Veronici.Jak zakończy się ten romans?-powiedział im?skąd mogli wiedzieć? Nie pokazywaliśmy się nigdzie publicznie,musiał ich powiadomić.
-Powiedziałeś im?-rzekłam.Nie było to pytanie,lecz wypowiedź,która żądała odpowiedzi.Nadal siedział wpatrzony w telewizor,cały czas ignorował mnie.Widziałam,jak na twarzy czerwienię się ze złości.
-Pytam się!-krzyknęłam.Chłopak popatrzył na mnie zaskoczony.Od tej strony pewnie mnie nie znał.Zawsze w jego towarzystwie byłam spokojna,cicha.
Gwałtownie wstał z kanapy.Odgarną burzę loków,która zasłaniała mu oczy.Stał tuż przy mnie,dzieliło nas zaledwie kilka centymetrów.Po upływie liku sekund,odsunął się.Próbował się uspokoić,co jednak mu zbytnio nie
-Tak..-wysyczał przez zęby.
-Dlaczego?-po raz kolejny zadałam pytanie.A on po raz kolejny nie odpowiedział.Podbiegł do mnie.Pocałował mnie w usta.Swoimi dużymi rękoma trzymał moją twarz.Po krótkiej namiętnej chwili,oderwaliśmy się od siebie.Jego dłoń przeniosła się na mój policzek,lekko go gładząc.Czułam jak na mojej twarzy pojawiają się rumieńce.Nienawidziłam ich,zawsze w tak pięknych chwilach jak ta,one wkradały się na moją twarz.
-Bo cie kocham.-powiedział teraz już patrząc mi w oczy.Kocha mnie,zależy mu na mnie.Pomimo tego,ile trudności mu sprawiam-kocha mnie.Moje kąciki ust odruchowo uniosły się ku górze.Zawsze kiedy wypowiadał te słowa,moje serce radowało się.Magiczne uczucie,którym się dzieliliśmy było silne.Przy nim czułam się jak przy nikim innym.Był moim przyjacielem,a zarówno chłopakiem.
Ponownie zbliżał się ku mojej osobie.Jego spragniony mnie,czułam jak rozbiera mnie wzrokiem.Był romantyczny,a zarówno dziki jak zwierz.Uśmiechnęłam się podstępnie,dając mu sygnał,że może kontynuować swoje zamiary.Jego oczy stały się bardziej zielone,źrenice roszerzyły się.Wyglądał pięknie,niczym anioł stąpający po ziemi tuż obok mnie.
Pozwoliłam mu dalej kontynuować pocałunek.Prawą ręką obejmował mnie w talii,a lewą trzymał moje włosy.Ja nie byłam mu dłużna.Moje dłonie powędrowały na jego pośladki.Popatrzył na mnie,chcąc się upewnić czy,aby napewno wiem co robię.Na znak tego pokiwałam głową.Harry wziął mnie na ręce.Był szczęśliwy jak nigdy.Jego oczy tak pięknie błyszczały.Zaniósł mnie do jego pokoju.Posadził mnie na łóżko.Dalej kontynuował poprzednią czynność,lecz teraz bardziej namiętnie.Całował mnie po szyi,tymczasem ja toczyłam walkę z jego spodniami.Po kilku minutach jego spodnie leżały na podłodze Chłopak szedł niżej,teraz zawzięcie pieścił mój dekolt.Jęknęłam ciszo,na co chłopak uśmiechną się pod nosem.Pierwszy raz czułam się swobodnie podczas stosunku.Harry nie chcąc tracić czasu,zdjął ze mnie spodnie oraz bluzkę.Byliśmy w samej bieliźnie.On przyglądał się mi,a ja jemu.Oboje wymienialiśmy się uśmieszkami.
-Ty pierwszy..-rzuciłam cicho.Przybliżył się szybko do mnie,zaczął wojować się z moim stanikiem.Niby był wprawiony,ale ta część zawsze sprawiała mu problemy.
Chwilę później górna część moje bielizny wylądowała na podłodze.Byłam naga.Na moich policzkach kolejny raz zawitały rumieńce,cholera! Odwróciłam wzrok,aby chłopak nie dostrzegł mojego zawstydzenia.Za późno,zauważył.Uśmiechną się niewinnie pod nosem.
-Nie ma się czego wstydzić kochanie.-szepną na ucho.Moje ciało przeszedł zimny dreszcz.Jego chrypka w głosie była niesamowita i pociągająca.Nie jedna dziewczyna zakochała się w jego głosie,jednak to ja jestem tą szczęściarą,która jak mówi "skradła mu serce".
Spojrzałam na chłopaka.siedział obok mnie,wyluzowany.Oboje po raz kolejny zbliżyliśmy się do siebie.Teraz to ja przejęłam inicjatywę.Całowałam go w usta,potem wzdłuż jego szczęki.Następnie zeszłam w dolne partię jego ciała.Gdy dotarłam do jego bokserek.Zdjęłam je,a raczej można powiedzieć,że zerwałam je.Jego przyjaciel był ogromny.Otworzyłam szeroko oczy ze zdziwieniem.Harry zaśmiał się,jakby chciał powiedzieć"każda tak reaguję".Może jego to nie dziwiło,ale mnie tak.Dobra,Charlotte otrząśnij się-skarciłam się w myślach.Moje powieki wróciły do normalnych rozmiarów.On był już zupełnie nagi,więc teraz kolej na mnie.Na samą myśl o tym zamruczał cichutko.Zawsze przed kluczowym momentem on przygląda się mi,żeby się upewnić czy wszystko w porządku.Chce,abym czuła się przy nim bezpiecznie.
Uśmiechnęłam się słabo do niego,wysyłając sygnał,że wszystko jest w jak najlepszym porządku.Harry zaczął delikatnie zdejmować moje majki,z czasem robił to coraz szybciej,aż w końcu one również wylądowały na podłodze.Spragnieni siebie nawzajem niemalże rzuciliśmy się na siebie,składając gorące pocałunki.To na szyi,ustach.Dla niego szczególnym punktem były moje piersi.Całował je delikatnie,czasem przegryzając skórę co wywoływało u mnie jęk.Ja postanowiłam nie schodzić do dolnej części jego ciała,było dobrze jak było.Chłopak nadal co jakiś czas spoglądał na mnie.Wiem,że chciał dobrze,ale to było wyjątkowo irytujące.Momentami obchodził się ze mną jak z dzieckiem.
*Rano*
Przetarłam oczy,upewniłam się czy Harry jest przy mnie.Spał jeszcze słodko,a co najdziwniejsze-chrapał.Wyglądał pięknie,jak codziennie zresztą.Każdy dekal był w nim idealny.Jego loczki przysłaniały mu lekko twarz ,na której gościł uśmiech,a przy tym też urocze dołeczki.
Spojrzałam na zegarem,było około dziewiątej.Z nad dworu dochodziły krzyki.Niechętnie zwlekłam się z łózka,żeby sprawdzić kto jest winny temu zamieszaniu.Odsłoniłam rolety-paparazzi.Nie dają spokoju,stoją tu zapewne od rana.Czy oni nie mają własnego życia?!  
Ku mojemu zdziwieniu te hieny-to właściwe określenie dla tych ludzi-nie dostrzegli mnie.Zasłoniłam rolety,żeby któryś z nich mnie przypadkiem nie zauważył.Miałam ochotę zrobić nam śniadanie,jednak bałam się,że w oknach mogą stań fotoreporterzy.Wróciłam z powrotem do łózka.Harry już nie spał..
_________________________________________________________________________________
Hej!:) starałam się,żeby ten rozdział był długi i ciekawy.Miałam "małe" problemy z napisaniem +18,jak widzicie,nie wyszło to zbyt rewelacyjnie:D Jak zwykle,proszę was o komentarze Ps.zaczęłam już pisać kolejny rozdział:) 

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 13

Zayn wyją z kieszeni swojej kurtki białą czekoladę.Delikatnie położył ją na grobie swojej ukochanej,jakby miał się zaraz rozsypać na malutkie kawałeczki.Bał się tego,najwyraźniej.Przykucną,tak jakby chciał z nią rozmawiać,powiedzieć jak bardzo tęskni.
-Jej ulubiona.-powiedział lekko się przy tym uśmiechając.Jego kąciki ust słodko uniosły się ku górze.Wyglądał niemalże jak anioł,tylko na ziemi.Szybko ugryzłam się w język.Co ja wyprawiam? Nie powinnam tak o nim myśleć.Przecież mam Harry'ego.To on jest moją miłością,nie Zayn.
Odwróciłam wzrok,jedynie na chwilę,aby móc bliżej przyjrzeć się okolicy.Dookoła były jedynie drzewa i ulica.Żadnych żywych dusz,prócz nas.Z powrotem odwróciłam wzrok,by móc przyjrzeć się Zaynowi.Nie było go tam.Uniosłam delikatnie brwi do góry.Gdzie on do cholery jest?
Usłyszałam dziwne krzyki dochodzące zza drzewa,które znajdowało się kawałek stąd.Moje nogi same pokierowały moje ciało w tamtym kierunku.Z poza drzewa widać było bujne,brązowe loki.Harry! jak on nas tu znalazł?!
Przyśpieszyłam diametralnie kroku,chwilę później byłam już przy nim.Szarpnęłam rękawa jego skórzanej kurtki,tak by poczuł to.Odwrócił się.Jego twarz była rozwścieczona,był jak zwierzę nad którym nie można zapanować.Jego oczy był czarne i duże jak nigdy dotąd.Jego klatka cały czas unosiła się nerwowo do góry.
Z czasem jego oczy nabrały naturalnego koloru,uspokoił się.Na mój widok?nie wiem.Nienawiść,która siedziała w jego oczach przemieniła się ból.Ból,którego on sam nie umiał zamaskować.Wpatrywał się we mnie nie mówiąc ani słowa.Jego oczy zawsze działały na jego korzyść,teraz też tak było.Pod wpływem impulsu chwyciłam jego dłoń.Ale on-ku mojemu zdziwieniu- odtrącił ją.Zmarszczyłam lekko brwi.Wiedziałam,że był zły.Pokręcił przecząco głową.
-To tak się zabawiasz za moimi plecami?-spytał ironicznie.Nie umiałam,nie byłam w stanie mu odpowiedzieć.Powinien wiedzieć,że mnie nic nie łączy z Zaynem.Powinien mi ufać.Wiem,jak to z jego perspektywy mogło wyglądać,ale to wszystko nie tak jak myślał.Nie zrobiłam niczego głupiego.Przecież go kocham!
-To nie tak.Ja ci wszystko wytłumaczę.-mówiłam szybko,w moich słowach widział strach i przerażenie.Uśmiechną się po nosem,ignorując to co do niego mówiłam.Odwrócił się do mnie plecami i ruszył przed siebie.Czułam emocjonalną barierę między nami,to ona nie pozwoliła mi za nim bieg.Nie mogłam,chociaż bardzo chciałam nogi stały jakby wrosły się w trawę.Patrzyłam na jego oddalającą się postać.Z czasem stawała się ona coraz mniej widoczna,aż wkońcu całkiem zniknęła.Co ja najlepszego zrobiłam? nie potrzebnie szłam z Zaynem na ten grób.Gdyby nie to,teraz pewnie byłabym z moim chłopakiem w domu,szczęśliwa.Spojrzałam na chłopaka.Stał oparty o drzewo.Miał nieźle podbite oko.Mimo to,zachował kamienną twarz,która nie wyrażała żadnych emocji.Tak jakby miał daleko w dupie to co się przed chwilą wydarzyło.Jego mroczna postawa przerażała mnie.Pożerał mnie wzrokiem.Wyglądał niemal jak wampir pragnący krwi.Podeszłam do niego.Zrobiłam coś,na co nigdy bym się nie zdecydowała zrobić.Spojrzałam w jego czekoladowe oczy,uśmiechnęłam się lekko.Uderzyłam go kolanem w jego czułe miejsce.Widziałam jak chłopak sykną z bólu.Nie przemawiało to do mnie.Ma na co zasłużył.Odwróciłam się na pięcie i poszłam w tym samym kierunku co Harry.Musiał znać drogę,skoro poszedł tamtędy.Szłam szybkim krokiem.Nim się obejrzałam,opuściłam to pustkowie.Byłam w mieście.Wszędzie kręciły się dzieci,a z nimi również rodzice.Słońce było całkowicie zasłonięte przez burzowe chmury.Nigdy nie lubiłam takiej pogody,jednak teraz ona doskonale pasowała do mojego nastroju.
Obróciłam się za siebie,żeby sprawdzić czy Zayn przypadkiem nie udzie za mną.Ulżyło mi,kiedy nikogo za mną nie było.Zaczynało grzmieć,błyskać więc przyśpieszyłam nieco kroku,aby uniknąć spotkania z deszczem.Założyłam na głowę kaptur,tak  wszelki wypadek.
Za wszelką cenę starałam się nie myśleć o Harry'm,ale serce mi na to nie pozwalało.Jest dla mnie tak cholernie ważny,jak nikt inny.Teraz,wszystko zaczyna się walić i to z mojej winy.Sprawiam tylko problemy.Jednak ja nie będę płakać,tego nauczyło mnie życie.
Po niecałych 5 minutach drogi byłam pod domem.Co mnie zaskoczyło,to widok paparazzi stojących..Blask fleszu był oślepiający.Aby normalnie przejść do domu,musiałam zasłonić ręką oczy.Gdy fotoreporterzy ujrzeli moją postać rzucali fale pytań.Kim jestem?Po co przyszłam? tylko jedno pytanie zostało w mojej głowie.
-To ty jesteś tą dziewczyną z parku?-
- a więc już wiedzieli.Te wredne hieny czają się wszędzie,szukając taniej sensacji.
-To z tobą Harry zdradza Veronice?-stanęłam na chwilę w miejscu.Miałam na końcu języka to,by powiedzieć im wszystkim prawdę.O mnie i o Harry'm.O nas.Nie chciałam się ukrywać.Marzyłam o tym,żeby móc normalnie wyjść z nim na ulicę,trzymając jego dłoń.Żebyśmy nie wstydzili się uczucia,którym siebie darzymy.Nie na tym polega związek.Mimo wszystko nie chciałam psuć Harry'emu reputacji,więc nie odezwałam się ani słowem.Nie chciałam odpowiadać na masę pytań.Starałam się ignorować głosy,które kierowały się do mnie.Choć byłam w stanie niemal wydrapań im oczy,opanowywałam się.Stoją po czyimś domem nie dając normalnie pożyć.
Nie musiałam dzwonić do drzwi,chłopak sam otworzył mi drzwi.Zrobił to tak,żeby reszta nie zobaczyła jego postaci.Ukrywał się jak tylko mógł.Chyba mu się udało.Flesze aparatów nie oślepiały nas,co oznaczało,że paparazzi nic nie zauważyli.Wślizgnęłam się do mieszkania.Harry nie odezwał się do mnie słowem,nic.Nawet zwykłego"cześć".Otworzył drzwi i poszedł dalej oglądać telewizje.Nadal był zły.Zachowuję się jak dziecko,zamiast wszystko wyjaśnić,on woli się gniewać.Pod tym względem nie zmienił się,ani trochę.Zdjęłam kurtkę.Poszłam do pokoju,w którym był Harry.Tak jak przypuszczałam-siedział przy telewizorze-.Podeszłam do niego powolnym krokiem i...
_________________________________________________________________________________
Przepraszam,że tak długo nie dodawałam rozdziałów,ale miałam dużo ważnych dla mnie egzaminów.Ten rozdział jest dłuższy od poprzednich,mam nadzieję,że wam się spodoba:) Proszę,jeśli czytacie to opowiadanie to śmiało komentujcie:) To dla mnie ważne:D